wtorek, 27 lipca 2010

#76 Fragment Ekskomuniki - Erwin Olaf

"Recent Works" Erwin Olaf at Hamiltons Gallery, London


Rada Zgromadzenia Eklezjastycznego oświadcza, że zabezpieczyła się już przed złymi poglądami i czynami Barucha de Spinozy, usiłowała również na rozmaite sposoby i różnorakimi obietnicami sprowadzić go ze złej drogi.



Lecz, jako że nie zdołała wprowadzić go na lepszą drogę myśli, a wręcz przeciwnie, z każdym dniem bardziej poświadczał on okropne herezje, które wyznaje, i coraz bezczelniej wygłaszał i rozpowszechniał je, co wiele zasługujących na szacunek osób potwierdziło, przeto, dokonując dokładnego przeglądu sprawy i po jej wnikliwym przeanalizowaniu, Zgromadzenie wyraża zgodę na to, by rzucić klątwę na to, co mówi Spinoza, a jego samego wykluczyć z ludu Izraela i od tej godziny obłożyć go klątwą z następującym przekleństwem...





Niech będzie przeklęty przez Czterech Aniołów, którzy przewodzą przez cztery pory roku,






i przez usta wszystkich tych aniołów, które po nich następują i walczą pod ich sztandarem...





Niech Bóg nigdy nie wybaczy mu jego grzechów.




Niech gniew i oburzenie Pana ogarnie go i płonie na jego głowie.




Niech wszelkie przekleństwa Księgi Praw spadną na niego.





I zapowiadamy Wam, że nikt nie może porozumiewać się z nim ani słowem, ani pismem, ani okazywać mu jakichkolwiek względów, ani przebywać z nim pod jednym dachem , ani zbliżać się doń na mniej niż cztery łokcie, ani czytać czegokolwiek , co napisał...


fragment Ekskomuniki Benedykta Spinozy



hamiltonsgallery.com

środa, 14 lipca 2010

#75 Koncert na 28 poduszek i zachód słońca.

SHOT BY KERN - Richard Kern at KENNY SCHACHTER / ROVE, London



Koncert na dwadzieścia kilka ciał i zachód słońca.


Dlaczego patrzysz na mnie w taki sposób?
Oh, nie mów, że jestem piękna. Sprawiasz, że brzmi to obraźliwie.

Osiem i pół, reż. Federico Fellini


Należy podróżować, unikać rozgłosu, być pokornym, ciągle wierzyć w prawdę i dobro. Należy każdego dnia pracować nad miłością (którą wybraliśmy, lub która nas opuszcza), wspierać wszelkie próby walki – bezcenny owoc. Należy szanować własną seksualność i ufać jej bardziej niż własnej pamięci.

Należy podróżować tylko w jednym celu, należy być wiernym tylko w jednym celu, należy ufać tylko i wyłącznie w jednym celu. Dokładnie w tym objawia się piękno.

A marzenie oddania, to dług.
Prośba, to dług.




Może mało ludzi zdaje sobie sprawę, ale to obecnie jeden z najbardziej wpływowych fotografów na całym świecie. Jego ślady można znaleźć niemal w każdym magazynie, w którym na zdjęciach pojawia się ciało.



www.rovetv.net

thepiratebay.org

środa, 19 maja 2010

#74 Po długiej przerwie, dobre wieści






1) Mogę oficjalnie podać, że dostałem się na Fashion Photography BA (Hons) na London College of Fashion. To bardzo dobra wiadomość. Przygotowywałem się ok. 3 lat. Lista kandydatów była dość duża: 600 aplikantów, 50 miejsc + 15 (international students). Moja duma tym większa. Krok w przód. Krok bliżej.

2)Oświadczyłem się najpiękniejszej dziewczynie na świecie i moje oświadczyny zostały przyjęte!!! To dzięki niej zająłem się fotografią mody i pisaniem. Jesteśmy oficjalnie zaręczeni!




Pozdrawiam czytających. Teraz kończę Foundation więc mam trochę pracy w związku z końcowym projektem, ale już wkrótce nowe notki. Oto kilka z tych w pół napisanych:


-Notatka z nieodwiedzonej wystawy Davida La Chapelle.
-Dlaczego modelki są chude? Wstęp do Historii Fotografii Mody.
-Dave McKean: Łyk
-Fashion Movie, czyli przegląd kina niemego.
-Ryan McGinley: zawstydzająca młodość
-Stefani Joanne Angelina Germanotta: perła o nieregularnym kształcie


I wiele, wiele innych!
Pozdrowienia dla wszystkich prawdziwych, ciepłe jak podgrzany dżem jagodowy!

wtorek, 6 kwietnia 2010

#73 Lekcja Fotografii / kompozycja diamentowa

O diamenty trzeba się postarać, trzeba je znaleźć.
Już bez zbędnych tłumaczeń. Tłumaczenia można znaleźć w poprzedniej notce o kompozycji.


Botticelli, Prawda (fragment)




Thomas Nutzl




Bruce Weber



Beau Grealy


Hedi Slimane


Steven Klein


Ryan McGinley


Sam Haskins

Paolo Roversi




Richard Avedon


Solve Sundsbo

czwartek, 1 kwietnia 2010

#72 Irving Penn Symposium: m. in Paolo Roversi, Phillipe Garner, Bettina Von Zwehl

Nie ma już miejsca na ziemi. Nie ma już miejsca na taką ilość geniuszu, wytrwałej i nieprzerwanej ludzkiej pracy. Czasami myślę, że to wszystko zaszło za daleko. Moda, fotografia, sztuka – mamy w tej chwili do poznania taki ogrom materiału, że wciąż potrzeba by kilkudziesięciu lat aby to wszystko zanalizować, wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej ze zrozumianym bagażem emocji. Irving Penn zostawił po sobie setki, a może nawet tysiące zdjęć o standardzie i jakości, o których wielu nawet nie pomarzy. Czasami wydaje mi się, że powinno się zabronić, zakazać używania obrazków - jakkolwiek niedorzecznie by to brzmiało: wycofać powszechną licencję na produkowanie jakichkolwiek obrazów. Gazety i internet zalewa wysypisko, żywe wysypisko, powielane, kopiowane, pomnażane miliony razy. Czasami myślę, że nie ma już miejsca na Ziemi.


Dzieci z Cuzco, Irving Penn


Paolo Roversi był zdenerwowany. Był bardzo nieśmiały, zawstydzony. Co chwilę zawieszał swój głos, tak jakby Penn odszedł przed chwilą. Paolo patrzył przed siebie i kazał nam czekać, myślał wtedy pewnie o Pennie, o spędzonych ze sobą tych kilku chwilach. Może wspominał, gdy pierwszy raz zobaczył zdjęcia Penna w małej księgarni w centrum Mediolanu. Próbował użyć swoich umiejętności aby może jakimś sposobem, jakąś sztuczką, grą ze światłem wrócić tam gdzie nikt nie ma prawa wstępu – do przeszłości. Myślę, że chciał nam o tym wszystkim dokładnie opowiedzieć. Wracał więc z powrotem do tego pomieszczenia w National Portrait Gallery, odnajdował się na scenie, ze światłami reflektorów zwróconymi prosto na niego. Zupełnie nie tak, zupełnie nie wiem co powiedzieć – wydawał się oznajmiać jego wzrok. Powiedział, że żałuje że się zgodził na to wystąpenie, że zrobił to tylko dlatego, że było to krótko po śmierci Penna i w ogólnym rozczuleniu poczuł wtedy, że będzie to ważne i potrzebne. Próbował gdzieś znaleźć oparcie, próbował tłumaczyć dlaczego zdjęcia Penna są niezwykłe, ale szybko znajdował się w ślepym zaułku, w miejscu w którym można już było tylko spojrzeć na genialne fotografie i nie mówić nic – zawieszał więc wzrok gdzieś w podłodze, każąc na siebie czekać. Czekaliśmy więc w ciszy, zafascynowani.


Irving Penn


Jak dziwnie być w tym samym miejscu co kilka dni wcześniej. A jednak rutyna to okropnie znienawidzona przez nas rzecz. Pomyśl tylko: mieć szansę zobaczyć coś dwa razy. Tylko błądzenie jest niezwykłe. Niezwykłe jest tylko błądzenie.


Paolo Roversi wydawał się być kompletnie zagubiony. Był wzruszony, że tyle osób przyszło go posłuchać. Chciał abyśmy poczuli, że to docenia, aby rozluźnić atmosferę próbował żartować – wydawał się wtedy naprawdę słodki. Ale nie tylko on przecież przemawiał. Był także cudowny Philippe Garner – znałem go z książki o Bobie Carlosie Clarku. Dzięki niemu zrozumiałem kiedyś, że nie można traktować zdjęć w gazetach jako wyznacznik poziomu - dajmy na to "GQ" nie prezentuje prawdziwe erotycznych zdjęć, kreuje jedno ciało, jedną potrzebę seksualną. Dzięki Phillipe zrozumiałem że Mario Testino jest tak sztuczy i kiczowaty jak sztuczne i kiczowate jest nieprawdziwe szczęście, zrozumiałem że są ludzie, którzy potrafią docenić i zrozumieć nawet najbardziej bezczelne i prywatne obrazy, takie które trzyma się w zakamarkach naszego umysłu. Tak, cudownie było go posłuchać, gdy opowiadał o tylu wybranych szczegółach na zdjęciach Penna, nie skupił się na portretach tylko na martwej naturze, na jedzeniu, fotografii reklamowej dla "Clinique". Była także Bettina Von Zwehl, autorka niezywkłej serii potretów ludzi sfotografowanych tuż po przebudzeniu. Gdy pierwszy raz obejrzałem te zdjęcia, wyobrażałem sobie jakieś laboratorium, zastanawiałem się jak udało się nakłonić ludzi aby zasnęli swobodnie w takim miejscu. Okazało się, że to było w jej mieszkaniu w Londynie, że łóżko stało w kącie pokoju, że to ludzie których spotykała na ulicy, jej znajomi, że to każdy. Przemawiając była równie wzruszona co Paolo. Zauważyłem, że ma tatuaż na prawej łopatce i białe skarpetki w zielone jabłka.



Truman Capote, Irving Penn


To dziwne być w tym samym miejscu co wczoraj, tak jakby niepewność sprzyjała szansie. Może następnym razem, będę potrafił porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej o fotografii, o sobie, o moich planach, o planach innych, o planach fotografii. Nie można budować swojego życia na refrenie piosenki, na ulubionym zdjęciu, ulubionej książce. Można?


Spytałem go kiedyś: co ty powiedziałeś tym dzieciom w Cuzco, że oni tak spojrzeli w obiektyw? Powiedz mi, jak to się robi? Jak im wytłumaczyłeś, że mają się ustawić w taki sposób, przecież to tylko dzieci. - opowiadał Paolo - Powiedział mi wtedy: "Posłuchaj, jak ja mogłem im cokolwiek powiedzieć skoro ani ja nie mówiłem w ich języku, ani one nie mówiły w moim. Co miałem zrobić, nic im nie powiedziałem." - próbował przywołać wspomnienia Paolo.

Gdy pierwszy raz się z nim spotkałem posadził mnie na krześle przy oknie w swojej pracowni. Gdy podpisywał dla mnie swoją książkę, powiedział : ”To tu Paolo, to jest właśnie moje studio, właśnie tam gdzie siedzisz – krzesło przy oknie. Nic więcej.” - wspominał Paolo Roversi – Nie ma niczego sztucznego, nie ma kłamstw, zupełnie nie ma miejsca na kłamstwa. To nie dokumentacje, to coś przeciwnego, to ujawnianie, to odkrycia. Jego zdjęcia to momenty prawdy wśród tej pustki. - dodaje, zawiesza wzrok i kończy wystąpienie.




-Jak wyglądały relacje Penna z innym ikonami fotografii, takimi jak Avedon? - pytanie z publiczności.

-Otóż byli oni siebie świadomi: Avedon, Newton, Penn wiedzieli, że są jedynymi z którymi mogą się nawzajem porównywać. Nie wiem jak wyglądały ich relacje, ale w filmie „September Issue” na biurku Anny Wintour znajduje się zdjęcie, gdzie Avedon, Penn i Newton stoją razem. Wydaje mi się, że to jedyne zdjęcie ich wszystkich razem. Jestem też przekonany, że nie tylko Anna Wintour miała je na swoim biurku, ale także że sami fotografowie mieli je gdzieś schowane na półce. - odpowiada Phillipe Garner

-Tak, tylko że to zdjęcie to retusz w photoshopie, są tam razem sklejeni – żartuje Paolo Roversi ze śmiechem – i to retusz zrobiony przez Annie Leibovitz – dodaje rozbawiając publiczność. - Ale tak naprawdę, to kiedyś jadłem lunch z Richardem Avedonem no i o czym mogliśmy rozmawiać? Rozmawialiśmy o bólu w krzyżu i wysokim ciśnieniu. O tym rozmawiają ze sobą fotografowie w tym wieku.


Nie ma już miejsca na Ziemi: rozumiem książki, które dajesz mi do przeczytania, ale nie rozumiem zdań, które mówisz, rozumiem słowa, ale nie potrafię odnaleźć dźwięków. Zostaje tylko błądzenie w stanie kruchej medytacji. Tylko błądzenie nadaje szansie poczucie spełnienia.



Irving Penn Symposium at National Portrait Gallery, London, 12.03.10

Magdalena Keaney, Edward Barber, Paolo Roversi, Virginia Heckett, David Anfam, Bettina Von Zwehl, Phillipe Garner

środa, 31 marca 2010

#71

Kilka fotek z ostatnich projektów.






wszystkie fot. Krzysztof Dziamski

wtorek, 16 marca 2010

#70 Uczymy polskiej kultury wśród przyjaciół z dalekich stron


"Warszawka płonie" Fisza, w wykonaniu Petera ;]

czwartek, 4 marca 2010

#69 Steven Meisel a Jan Van Eyck / Lekcja Fotografii - kompozycja

Jest coś niepokojąco podobnego w malarstwie i fotografii mody. Malarstwo przez wiele wieków toczyło nieustanną walkę z komercją. Najwięksi artyści pracowali na zlecenie. Geniusz musiał się przebić przez oczekiwania klientów.
Wszystko co wiemy o kompozycji w fotografii wywodzi się z historii malarstwa. Pod koniec XIX wieku to właśnie malarze, dzięki znajomości kompozycji, próbowali pierwszych prób artystycznych w fotografii. Trudno sobie to uświadomić, ale fotografia wydawała się być dla ludzi czymś trudnym do opanowania - na zdjęciach zbyt wiele rzeczy się działo, trudno było się na czymś skupić. Prawdopodobnie ze względu na złą kompozycję. Krótko mówiąc, ktoś robił zdjęcie w ogrodzie zachwycony tym, że będzie mógł dokładnie to samo zobaczyć na zdjęciu, ale okazywało się, że zdjęcie nie jest takie samo jak świat - posiada granice. Fotograf orientował się, że na zdjęciu jego narzędzi ogrodowych nic nie widać, za duży bałagan.


Steven Meisel jest genialnym fotografem. Jest współczesnym Irving Pennem. Trudno określić dokładnie jego styl - potrafi zrobić każde zdjęcie. Jest gdzieś kilka kroków dalej od innych, próbuje zupełnie nowych rzeczy. Ciekaw jestem czy ma przy sobie ucznia, asystenta który wkrótce się ujawni.



Steven Meisel

To zdjęcie z czerwcowego włoskiego Voguea z 2003 roku. Julia Stegner w edytorialu zatytułowanym "The other side of summer".

Modelka jest punktem dynamicznym zdjęcia, leży w niezwykłej pozie. Mężczyzna jest punktem statycznym z którego wzrok prowadzimy gdzieś dalej w poszukiwaniu ruchu - na modelkę. Zaznaczyłem linie, które prowadzą nasz wzrok na zdjęciu. Czerwone kierują się prosto na modelkę. Zielone są echem ciała modelki, które później będą częścią stelażu fotografii, fundamentu na którym oko może znaleźć oparcie. Żółte kierują się wprost na mężczyznę od którego się 'odbijamy' i podążamy na modelkę.


Gdy się przypatrzeć powstaje piękna kompozycja na bazie trójkąta równoramiennego (szare linie). Czyżby to był przypadek?



Drugi przykład jest o wiele bardziej skomplikowany, ale przez to jeszcze bardziej kunsztowny i delikatny. Spróbuję go porównać do obrazu "Virgin and Child with Saint and Donor" Jana Van Eycka.




Steven Meisel

To niezwykłe zdjęcie Sashy pochodzi z editoriala o tytule "Belle Epoque" włoskiego Voguea z marca 2007 . Spokój jest tutaj zuepłnie niewytłumaczalny. Mogłoby się wydawać, że kompozycja jest diagonalna - że nogi wyznaczają linie, która przecina zdjęcie z górnego roku obrazu do przeciwległego dolnego. Zwykle kompozycja diagonalna wykorzystywana jest aby zaznaczyć dynamikę obrazu (na pierwszym przykładzie, najdłuższa czerwona linia to linia diagonalna). Jednak to zdjęcia jest bardzo spokojne, jak się okaże, Meisel zastosował bardzo ciekawy zabieg.

Tak jak w poprzednim przypadku zaznaczyłem linie, które powinny pomóc dojść do tego na czym to zdjęcie się opiera. Zielone linie to echo linii poprowadzonych przez nogi Sashy: ułożenie ręki nie jest przypadkowe, a dolna ukośna krawędź fotela jest do niej równoległa. Główna czerowna linia to kąt, pod którym ułożone jest ramię modelki i oparcie fotela (odegrają one kluczową rolę), równoległe do nich jest udo. Takie powtarzanie linii ma za zadanie pomóc naszym oczom odnaleźć niewidzialną harmonię na zdjęciu, a także powtarza i udowadnia znaczenie głównych linii. Różowe Prowadzą nasz wzrok na twarz Sashy. Czerwona kropka to środek zdjęcia.




Odległość od krawędzi kapelusza do krawędzi zdjęcia, jest dokładnie taka sama jak po drugiej stronie od krawędzi zdjęcia do dalej wysuniętego buta Sashy.



Podobnie jest z górą i dołem. Te przestrzenie obejmują Sashę, tworząc ramę obrazu.


Najsilniejszym miejscem na zdjęciu jest twarz modelki. To najbardziej interesujący punkt, na którym zatrzymujemy wzrok na dłużej. Z tego co już się dowiedzieliśmy ułóżmy wstępny stelaż przecinając linie poziomą z pionową.



Gdyby miało tak zostać równowaga na zdjęciu zostałaby zachwiana, zdjęcie wydałoby się przechylone i nasz wzrok zsuwałby się na lewą stronę kadru. To prawda, że podąża w tamtym kierunku, ale w inny sposób, używa do tego innych linii o których wspomnę później. Mesiel wiedząc, że modelka jest najcięższym obiektem na zdjęciu, po przeciwnej stronie kadru ustawił przdmiot, który sprawi, że balans zostanie zachowany (powtórzony kolor ma to samo znaczenie). Właściwie nie wiem co to jest, jakiś wazon...? W każdym razie spróbujmy przeciąć horyzontalnie linię poprowadzoną przez ten przedmiot zauważając, że dolna krawędź fotela wyznacza wspomnianą wcześniej ramę zdjęcia.


Takie rozwiązanie nawiązuje do złotego podziału (złotego prostokąta). Obraz Van Eycka jest bardzo podobny kompozycyjnie. Spróbujmy się z niego dowiedzieć co sprawia, że mimo takiego podziału jak powyżej, nasze oczy i tak podążają w kierunku oczu Sashy.



Jan Van Eyck


Już bez zbędnych wyjaśnień, podążam tymi samymi krokami, którymi podążałem w przypadku zdjęcia Meisela.




Jednak w tej kompozycji nasz wzrok skupia się na Matce Boskiej, a nie na Św. Barbarze z lewej strony kadru (że to Św. Barbara wiemy po tym, że jednymi z jej atrybutów była gałązka palmowa i wieża z triforyjnym oknem). Gdy podążymy za linią ramion Maryi najpierw w lewo, zauważymy, że gałązka palmowa, głowa Św. Barbary, ręce a nawet draperie na szacie Donatora - wszystko pod tym samym kątem wskazują Maryję. Z drugiej strony kadru styuacja jest podobna.




Steven Meisel zaproponował podobny zabieg. Ręka, krawędź fotela, a z drugiej strony ciało Sashy, draperie, poduszka, krawędź oparcia fotela tworzą linie trójkąta, który u szczytu staje się twarzą modelki.



To właśnie te linie sprawiają, że twarz modelki to najbardziej ciekawy dla oka punkt zdjęcia. Zupełnie nierzucające się w oczy zabiegi, które sprawiają, że patrząc na zdjęcie wszystko wydaje sie być "na miejscu".
Gdy już myślałem, że już wszystko odkryłem, zauważyłem kolejną rzecz. To już zupełne zwieńczenie idealnej kompozycji. Meisel objął środek zdjęcia krawędziami fotela. To powtórzenie ramy obrazu znów przyjemnie dla oka uspokaja zdjęcie.



A więc podsumowując, siły na zdjęciu rozkładają się w taki sposób:


Więc następnym razem, gdy będzie wydawało ci się, że zobaczyłeś/aś zdjęcie Stevena Meisela, spójrz jeszcze raz.



Steven Meisel