Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irving Penn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irving Penn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 października 2010

#85 Prześwit / Staram się więc nie patrzeć

Zazdrość wyprzedza wyobraźnię. Zazdrość to widzenie ostrzejsze od wzroku.
Pascal Quignard, z: "Taras w Rzymie"




Inez and Vinoodh


Solve Sundsbo


Richard Burbidge


Inez and Vinoodh


Irving Penn


Andreas Öhlund


Greg Kadel


Sebastian Kim


Greg Kadel


Marino Parisotto


Bert Stern


Marcus Ohlsson


Mariano Vivanco


Herb Ritts


Guy Bourdin


Fabio Chizzola


Sebastian Kim


Bruno Dayan


Lillian Bassman


Richard Avedon


Willy Vanderperre


Alexey Yurenev & Stephanie McNiel


Hedi Slimane


Katja Rahlwes



Lillian Bassman


Solve Sundsbo

czwartek, 1 kwietnia 2010

#72 Irving Penn Symposium: m. in Paolo Roversi, Phillipe Garner, Bettina Von Zwehl

Nie ma już miejsca na ziemi. Nie ma już miejsca na taką ilość geniuszu, wytrwałej i nieprzerwanej ludzkiej pracy. Czasami myślę, że to wszystko zaszło za daleko. Moda, fotografia, sztuka – mamy w tej chwili do poznania taki ogrom materiału, że wciąż potrzeba by kilkudziesięciu lat aby to wszystko zanalizować, wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej ze zrozumianym bagażem emocji. Irving Penn zostawił po sobie setki, a może nawet tysiące zdjęć o standardzie i jakości, o których wielu nawet nie pomarzy. Czasami wydaje mi się, że powinno się zabronić, zakazać używania obrazków - jakkolwiek niedorzecznie by to brzmiało: wycofać powszechną licencję na produkowanie jakichkolwiek obrazów. Gazety i internet zalewa wysypisko, żywe wysypisko, powielane, kopiowane, pomnażane miliony razy. Czasami myślę, że nie ma już miejsca na Ziemi.


Dzieci z Cuzco, Irving Penn


Paolo Roversi był zdenerwowany. Był bardzo nieśmiały, zawstydzony. Co chwilę zawieszał swój głos, tak jakby Penn odszedł przed chwilą. Paolo patrzył przed siebie i kazał nam czekać, myślał wtedy pewnie o Pennie, o spędzonych ze sobą tych kilku chwilach. Może wspominał, gdy pierwszy raz zobaczył zdjęcia Penna w małej księgarni w centrum Mediolanu. Próbował użyć swoich umiejętności aby może jakimś sposobem, jakąś sztuczką, grą ze światłem wrócić tam gdzie nikt nie ma prawa wstępu – do przeszłości. Myślę, że chciał nam o tym wszystkim dokładnie opowiedzieć. Wracał więc z powrotem do tego pomieszczenia w National Portrait Gallery, odnajdował się na scenie, ze światłami reflektorów zwróconymi prosto na niego. Zupełnie nie tak, zupełnie nie wiem co powiedzieć – wydawał się oznajmiać jego wzrok. Powiedział, że żałuje że się zgodził na to wystąpenie, że zrobił to tylko dlatego, że było to krótko po śmierci Penna i w ogólnym rozczuleniu poczuł wtedy, że będzie to ważne i potrzebne. Próbował gdzieś znaleźć oparcie, próbował tłumaczyć dlaczego zdjęcia Penna są niezwykłe, ale szybko znajdował się w ślepym zaułku, w miejscu w którym można już było tylko spojrzeć na genialne fotografie i nie mówić nic – zawieszał więc wzrok gdzieś w podłodze, każąc na siebie czekać. Czekaliśmy więc w ciszy, zafascynowani.


Irving Penn


Jak dziwnie być w tym samym miejscu co kilka dni wcześniej. A jednak rutyna to okropnie znienawidzona przez nas rzecz. Pomyśl tylko: mieć szansę zobaczyć coś dwa razy. Tylko błądzenie jest niezwykłe. Niezwykłe jest tylko błądzenie.


Paolo Roversi wydawał się być kompletnie zagubiony. Był wzruszony, że tyle osób przyszło go posłuchać. Chciał abyśmy poczuli, że to docenia, aby rozluźnić atmosferę próbował żartować – wydawał się wtedy naprawdę słodki. Ale nie tylko on przecież przemawiał. Był także cudowny Philippe Garner – znałem go z książki o Bobie Carlosie Clarku. Dzięki niemu zrozumiałem kiedyś, że nie można traktować zdjęć w gazetach jako wyznacznik poziomu - dajmy na to "GQ" nie prezentuje prawdziwe erotycznych zdjęć, kreuje jedno ciało, jedną potrzebę seksualną. Dzięki Phillipe zrozumiałem że Mario Testino jest tak sztuczy i kiczowaty jak sztuczne i kiczowate jest nieprawdziwe szczęście, zrozumiałem że są ludzie, którzy potrafią docenić i zrozumieć nawet najbardziej bezczelne i prywatne obrazy, takie które trzyma się w zakamarkach naszego umysłu. Tak, cudownie było go posłuchać, gdy opowiadał o tylu wybranych szczegółach na zdjęciach Penna, nie skupił się na portretach tylko na martwej naturze, na jedzeniu, fotografii reklamowej dla "Clinique". Była także Bettina Von Zwehl, autorka niezywkłej serii potretów ludzi sfotografowanych tuż po przebudzeniu. Gdy pierwszy raz obejrzałem te zdjęcia, wyobrażałem sobie jakieś laboratorium, zastanawiałem się jak udało się nakłonić ludzi aby zasnęli swobodnie w takim miejscu. Okazało się, że to było w jej mieszkaniu w Londynie, że łóżko stało w kącie pokoju, że to ludzie których spotykała na ulicy, jej znajomi, że to każdy. Przemawiając była równie wzruszona co Paolo. Zauważyłem, że ma tatuaż na prawej łopatce i białe skarpetki w zielone jabłka.



Truman Capote, Irving Penn


To dziwne być w tym samym miejscu co wczoraj, tak jakby niepewność sprzyjała szansie. Może następnym razem, będę potrafił porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej o fotografii, o sobie, o moich planach, o planach innych, o planach fotografii. Nie można budować swojego życia na refrenie piosenki, na ulubionym zdjęciu, ulubionej książce. Można?


Spytałem go kiedyś: co ty powiedziałeś tym dzieciom w Cuzco, że oni tak spojrzeli w obiektyw? Powiedz mi, jak to się robi? Jak im wytłumaczyłeś, że mają się ustawić w taki sposób, przecież to tylko dzieci. - opowiadał Paolo - Powiedział mi wtedy: "Posłuchaj, jak ja mogłem im cokolwiek powiedzieć skoro ani ja nie mówiłem w ich języku, ani one nie mówiły w moim. Co miałem zrobić, nic im nie powiedziałem." - próbował przywołać wspomnienia Paolo.

Gdy pierwszy raz się z nim spotkałem posadził mnie na krześle przy oknie w swojej pracowni. Gdy podpisywał dla mnie swoją książkę, powiedział : ”To tu Paolo, to jest właśnie moje studio, właśnie tam gdzie siedzisz – krzesło przy oknie. Nic więcej.” - wspominał Paolo Roversi – Nie ma niczego sztucznego, nie ma kłamstw, zupełnie nie ma miejsca na kłamstwa. To nie dokumentacje, to coś przeciwnego, to ujawnianie, to odkrycia. Jego zdjęcia to momenty prawdy wśród tej pustki. - dodaje, zawiesza wzrok i kończy wystąpienie.




-Jak wyglądały relacje Penna z innym ikonami fotografii, takimi jak Avedon? - pytanie z publiczności.

-Otóż byli oni siebie świadomi: Avedon, Newton, Penn wiedzieli, że są jedynymi z którymi mogą się nawzajem porównywać. Nie wiem jak wyglądały ich relacje, ale w filmie „September Issue” na biurku Anny Wintour znajduje się zdjęcie, gdzie Avedon, Penn i Newton stoją razem. Wydaje mi się, że to jedyne zdjęcie ich wszystkich razem. Jestem też przekonany, że nie tylko Anna Wintour miała je na swoim biurku, ale także że sami fotografowie mieli je gdzieś schowane na półce. - odpowiada Phillipe Garner

-Tak, tylko że to zdjęcie to retusz w photoshopie, są tam razem sklejeni – żartuje Paolo Roversi ze śmiechem – i to retusz zrobiony przez Annie Leibovitz – dodaje rozbawiając publiczność. - Ale tak naprawdę, to kiedyś jadłem lunch z Richardem Avedonem no i o czym mogliśmy rozmawiać? Rozmawialiśmy o bólu w krzyżu i wysokim ciśnieniu. O tym rozmawiają ze sobą fotografowie w tym wieku.


Nie ma już miejsca na Ziemi: rozumiem książki, które dajesz mi do przeczytania, ale nie rozumiem zdań, które mówisz, rozumiem słowa, ale nie potrafię odnaleźć dźwięków. Zostaje tylko błądzenie w stanie kruchej medytacji. Tylko błądzenie nadaje szansie poczucie spełnienia.



Irving Penn Symposium at National Portrait Gallery, London, 12.03.10

Magdalena Keaney, Edward Barber, Paolo Roversi, Virginia Heckett, David Anfam, Bettina Von Zwehl, Phillipe Garner

czwartek, 2 lipca 2009

#33 Krótka elegia o portrecie.

Niezależnie od tego, co ukazuje zdjęcie, i jak to czyni,
jest ono zawsze niewidoczne: to nie zdjęcie widzimy.





Johnny Depp by Ellen von Unwerth



(...)

Ziemia pod stopami wszędzie taka miękka -

Czułem, że stopy grzęzną w niej po kostki.

A w nocy – łóżko było jak zapadnia

i bez szmeru usuwało się spod ciała.


Później luki w pamięci, zapatrzenia w okno –

tam mała dziewczynka w bloku na przeciwko

uśmiecha się z żyletką pomiędzy zębami.

Myślę o jej chłodnych pocałunkach.

Andrzej Sosnowski, frag. „Latem 1987”, z „Dla tej ciemnej miłości dzikiego gatunku”, WBP 2009





Jeżeli należało do nas tylko to w co wierzyliśmy; niezmiennie ukryte „my” zakradało się wszędzie gdzie tylko znalazło skrawek, szczelinę, lekki prześwit - nieuchronny moment złamania zasad.


Hedi Slimane


Patti Smith by Robert Mapplethorpe


Nieuchronny był moment złamania zasad w roku, w którym fotografia stała się tania, a powielenie zdjęcia łatwe i szybkie. Okazało się, że każdy może mieć własny portret, wcześniej jedyny ratunek leżał w malarstwie. Nastąpił wybuch albumów rodzinnych (tych samych, które zapomniane ustąpiły miejsca albumom fotograficznym na facebook’u). Ale artyści byli o krok dalej, dorobek historii europejskiego malarstwa pozwolił przypomnieć sobie, że portret można wykorzystać nie tylko w celach dokumentalnych, ale także artystycznych.


Glen Luchford


Kate Moss by Peter Lindbergh


Pieter Hugo


Nacho Alegre


Penelope Cruz and Woody Allen by Annie Leibovitz

Autoportret


Lewis Carroll


Mario Sorrenti


Jurgen Teller


Zrobienie zdjęcia trwa kilka sekund, ile obrazów można namalować w ciągu jednego dnia? Nastąpił przełom; jeżeli to co ukrywamy w sobie jest tak nieuchwytne, to może jedynie aparat może złapać w locie nasze pragnienie uwierzytelnienia tego czym jesteśmy, wartości naszego charakteru. Przestaje mieć znaczenie zasada kto bogatszy ten lepszy, kto piękniejszy ten lepszy. Liczą się blizny, liczy się brud, upokorzenie i akceptacja własnych porażek.

Jeżeli nigdy nic do nas nie należało i mieliśmy tylko siebie.


Nan Goldin


Ryan McGinley


Larry Clark


Nan Goldin


Nan Goldin


Dotyk Pascal’a

Więc czy przy takiej perspektywie portret w fotografii mody jest możliwy? Czy jesteśmy skazani na wykreowane sytuacje, wymodelowane twarze i czyste kłamstwo? Czy musimy na każdym zdjęciu czuć dotyk Pascal’a Dangin’a – największego retuszera XXI wieku? Czy jesteśmy skazani na rozchylone usta (twarz staje się smuklejsza) i nieobecny wzrok wymierzony poza kadr, daleko, poza jakże relatywną tematycznie przestrzeń danego magazynu?


Niezależnie od tego, co ukazuje zdjęcie, i jak to czyni, jest ono zawsze niewidoczne: to nie zdjęcie widzimy. Portret fotograficzny jest zamkniętym polem działających sił. Krzyżują się tam cztery wyobrażenia, ścierają ze sobą i odkształcają się wzajemnie. Przed obiektywem jestem jednocześnie: tym, za kogo się uważam, tym, za kogo chciałbym, aby mnie brano, tym, za kogo ma mnie fotograf, i tym, którym on posługuje się, aby ujawnić swoją sztukę. Dziwna to czynność: bezustannie siebie imituję i właśnie dlatego za każdym razem, gdy chcę (lub pozwalam), aby mnie fotografowano, nieuchronnie przejmuje mnie uczucie nieautentyczności, czasem wprost oszustwa (jak tego doznajemy w pewnych koszmarach). Jeśli chodzi o wyobrażenie, Fotografia (której intencję posiadam) stanowi tę bardzo subtelną chwilę, gdy – prawdę mówiąc – nie jestem ani podmiotem, ani przedmiotem, ale raczej podmiotem, który czuje, że staje się przedmiotem. Nic bardziej zabawnego niż to uwijanie się fotografów, aby ktoś „był jak żywy” (gdyby oczywiście nie było się bierną ofiarą, tarczą przyjmującą ciosy, jak mówił Sade). I te liche pomysły: mam usiąść przed moimi pędzlami, wyjść z domu („na zewnątrz”, to bardziej żywe niż „wewnątrz”), każe mi się pozować koło schodów, gdyż za mną bawi się grupa dzieci; ale oto ławka i już (jakże uprzejmie) każe mi się tam usiąść. Ale ja, już uprzedmiotowiony, nie walczę. Przeczuwam, że z tego złego snu trzeba będzie mnie obudzić jeszcze bardziej brutalnie.

Roland Barthes, frag. z „Światło obrazu”




Irving Penn



Steven Klein



Gisele by Inez and Vinoodh


Javier Vallhonrat



Steven Klein



Bruno Dayan



Paolo Roversi