czwartek, 27 grudnia 2012

#107 Adam Mazur - Decydujący moment





Liczba stron: 392
Oprawa: twarda
Wymiary: 220x290
 ISBN: 978-83-62376-20-9
 Wydawnictwo: Karakter



Więc mam przed sobą Decydujący moment.  Antologię, która jak to każda antologia, wzburzy morze głosów o to dlaczego jeden fotograf się tam znalazł, a drugi fotograf się tam zupełnie nie znalazł. Autor Adam Mazur przewidział tę sytuację i we wstępie umieścił całą listę osób, które w tej książce się zupełnie nie znalazły i to nie ze względu na to, że się nie nadają, ale dlatego, że po prostu zabrakło dla nich miejsca z czysto przyziemnych powodów - inaczej książka musiałaby być nienaturalnie ciężka i niewygodna. Wydaje mi się, że próba podjęcia takiego wyzwania jak antologia jest samą w sobie wyprawą nienaturalnie ciężką i niewygodną, więc trzeba się z szacunku lekko ukłonić w stronę odważnego autora, natomiast zaraz potem o tę całą listę nazwisk, które się w tej książce nie pojawiły można by się też pokłócić, ale właściwie to po co?

Jeżeli chodzi o sam pomysł to trzeba zaznaczyć, że podtytuł tej książki brzmi: Nowe zjawiska w fotografii polskiej po 2000 roku. i to tłumaczy wybór autorów i zdjęć do tej publikacji. Nic natomiast nie tłumaczy dlaczego jest to tytułowy decydujący moment, a raczej nic nie tłumaczy w zasadzie użycia tak ważnego dla fotografii sformułowania - aż trudno to przełknąć; kałuża, w którą się wpada.

Mam wrażenie, że samo zadanie tej publikacji - czysto informujące - zostało spełnione. Adam Mazur we wstępie nakreśla co stało się w historii fotografii polskiej po 89 roku aż do współczesności i właściwie zostało mi zaprezentowane mnóstwo faktów, o których wcześniej nie miałem pojęcia. To najważniejsza część tej antologii i powinna być ona rozwinięta. Natomiast tego typu książki nie sprawiają, że zaczynam w fotografii dostrzegać coś więcej lub coś mniej. I można by się pokłócić, ale właściwie to po co?

piątek, 27 kwietnia 2012

#106 FAQ Jak sie dostać na University of the Arts London?

Zaktualizowałem informacje na temat rekrutacji na studia w Anglii. Odpowiedzi na najczestsze zadawane przez was pytania możecie znaleźć tutaj -> FAQ

pozdrawiam!
Krzysztof

sobota, 26 listopada 2011

#105 Anne-Celine Jaeger - Image makers. Image takers.

Image makers. Image takers. Anne-Celine Jaeger

Thames & Hudson (2007)





Otóż przed wami bardzo prosty pomysł: dlaczego by nie zrobić wywiadów z ludźmi, którzy trzymają w rękach współczesny rynek fotograficzny? Jakie to proste!

Więc w tej książce można znaleźć wywiady z fotografami, kuratorami, dyrektorami agencji fotograficznych, wydawcami itd. Pojawiają się takie nazwiska jak Eggleston, LaChapelle, Sorrenti, Corbjin, Diane Dufour czy Kathy Ryan. Oczywiście to ogromna frajda dla każdego kto choć trochę interesuje się fotografią, ale również dla kogoś kto kocha fotografię mody. Zwykle pomija się ten aspekt rynku fotograficznego, skupiając tylko na sztuce i dokumencie. Jednak w tej publikacji możemy się dowiedzieć z ust samego Mario Sorrenti jak wyglądały prace nad kultową kampanią półnagiej nastoletniej Kate Moss dla CK. David Sims powie nam jakiego aparatu zwykle używa, a Ellen von Unwerth opsisze ile kreatywnej wolności ma podczas takich zleceń jak kampania dla Victoria’s Secret. Czy mógłbym chcieć czegoś więcej? Chyba tylko tego, aby wywiady były dłuższe!





#104 Punkt oparcia


Jesteśmy tu już razem kilka lat. Zebrało się was naprawdę dużo (nie na tyle dużo abym dostawał darmowe aparaty do reklam na blogu, ale na tyle dużo abym co jakiś czas wracał do was myślami i czerpał energię z samego faktu istnienia osób interesujących się co mam do powiedzenia). Jako, że w pewnym stopniu jesteście ważni (nie na tyle ważni, abym zapamiętał którekolwiek z waszych imion, ale na tyle ważni aby w ogóle wam się coś należało), należy wam się więc kilka słów wyjaśnień.

Nie robię zdjęć bardzo często. Jestem zniewolony przez organizacyjne i produkcyjne aspekty sesji zdjęciowych. Nie naśladuję innych: zawsze już będę prawdziwy. Jeżeli dla kogoś, to o czym mówię na blogu czasem nie ma najmniejszego sensu, jest to dowodem na brak tego samego sensu w dwóch (prawdopodobnie przeciwstawnych) sobie światach, a nie na brak sensu w świecie tylko jednym i z założenia jedynym. Rozumienie się bowiem, nie powinno być miejscem zgody, ale punktem oparcia – jednym punktem, o który opieramy się, gdy zabraknie nam tchu. Czasem widzę sens tylko w tych krótkich przerwach w życiu; punktach oparcia na skrzyżowaniu dróg dwóch niezgodnych gwiazd.

Wierzę, że jesteśmy podobni tylko czasami (nie na tyle często, aby móc otwarcie przyznać więź, ale chyba czasami, więc nie da się zanegować tego istnienia, mimo że objawia się tylko sporadycznie). Wierzę, że gdy kiedyś rozpocznę kreowanie teorii, zakażę waszą krew, zabrudzę waszą cenną tkankę i zabiorę was ze sobą. Rozumienie się bowiem, nie powinno być miejscem zgody – dzięki możliwości podziału można będzie wreszcie coś połączyć. Wierzę, że dzielę z wami świat.



Kesler Tran

czwartek, 27 października 2011

#103 Notatka do zdjęcia


Chadwick Tyler


Czar-uchwyt. Nie widać już końca, nie widać już srebra. Gdyby kolory mogły występować tylko w postaci płynnej, mielibyśmy nie lada problem: przepustka do raju byłaby snem o malarstwie. Jeśli linią jest światło, a cieniem oddech, moglibyśmy wypełnić wnętrze tego kościoła siecią przypadkowych decyzji: na wzór popękanego lodu. Jaki byłby to piękny obraz, kościół pełen lodu, w którym kolory plączą się ze sobą jak języki. Na dodatek, wszystko z miłości do Pana, z miłości do Boga.

Dziś wydaje mi się, że nigdy już niczego nie zapomnę. Będę pamiętał wszystko, każdy szczegół. Dzięki temu przyszłość będzie łatwiejsza, to jedyny sposób. Przyszłość będzie można kontrolować, na podstawie zanalizowanych sytuacji, w których nie jeden raz czułem się jakby lód był budulcem mięśni mojego ciała: kruszę się w sobie i zapominam kim jestem. Gdy zapamiętam wszystko, łatwiej będzie mi się obronić. Już niczego nigdy nie zapomnę, to jedyny sposób.










sobota, 8 października 2011

# 102 Malcolm Barnard w Polsce




W najbliższy wtorek 11 października Malcolm Barnard, autor książki "Fashion as Communication" będzie gościem festiwalu mody i sztuki w Starym Browarze w Poznaniu! Jest to spotkanie nie do przeoczenia. Jego książka to jedna z podstawowych lektur na LCF.



Art & Fashion Festival Stary Browar, Poznań, godz. 18:30, Słodownia +2, wstęp wolny

piątek, 7 października 2011

#101 The Sartorialist

Dla tych wszystkich którzy go kochają:





I dla tych którzy czują, że coś im ten sposób fotografowania przypomina:





piątek, 15 lipca 2011

#100 Zakażenie

Poszukuję ludzi do pomocy!

Pracuję nad projektem, którego źródłem jest fascynacja Teorią Mody. Szukam ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia w sferze ciała, tożsamości, genderu, historii mody, fotografii, psychologii reklamy, brandingu, pornografii, malarstwa, filmu, kognitywistyki itd. Jeżeli chciałbyś się zaangażować w coś co pozwoli ci rozwinąć twoje zainteresowanie w tych tematach to napisz do mnie na


greatstaystill@googlemail.com

czekam z niecierpliwością.


Bruno Dayan





środa, 13 lipca 2011

#99 Coraz intymniej

Sny powróciły. Słońce zaległo nad Londynem, chociaż jeszcze przez chwilę, zanim przeniknie cię dzień. Skończył się rok, bardzo szybko i bardzo spodziewanie. Skończył się rok i wypada zastanowić się nad tym, czego się nauczyłem.

Rok nie był intensywny, często się przeciągał i dłużył. Często też przeciekał przez palce tak, jak woda przecieka przez włosy modelek. Wciąż można powiedzieć, że był okupiony poświęceniem. Wciąż i wciąż można odnieść się do poświęcenia, ale na pewno nie można powiedzieć, że był intensywny.



Krzysztof Dziamski


Pierwszy rok na uniwersytecie składał się z 3 semestrów i 5 przedmiotów. Dwóch teoretycznych, a reszty praktycznych. Program właściwie obejmuje wszystko co trzeba na początek o fotografii mody wiedzieć. Począwszy od obsługi światłomierza, a na kontaktowaniu się ze środowiskiem modowym skończywszy (to normalne, że np. jednym z twoich zadań jest nawiązanie kontaktu z kimś z branży, składa się to na całkowitą ocenę projektu). Na szczęście nie musimy uczyć się tego jak działa aparat i czym się różni Nikon d300s Od Canona 5KKh cf2 trzecia wersja z 2007 blablabla (zawsze mnie to przeraża gdy ktoś obcy pyta mnie co studiuję, bo po odpowiedzi pada pytanie o historię sprzętu fotograficznego...). Praktyka + teoria. Zwykle są to 2,3 dni po ok. 7 godzin dziennie zajęć. Większość rzeczy do projektów robi się poza tymi zajęciami.



Powtarzam: nauczyciele są niesamowici, całe doświadczenie studiowania na University of the Arts zmienia raz na zawsze. To nie tylko zajęcia, tu chodzi o jakąś wieczną całość. Miałem także okazje przez jakiś czas studiować na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i przede wszystkim różnica jest taka, że podejście do studenta jest zupełnie inne. Gdy ma się jakiś problem, to nagle okazuje się, że jest całe grono osób do których można się zwrócić. Jeżeli problem nie jest możliwy do rozwiązania od razu, pomoc otrzymuje się przez cały rok, lub do czasu ukończenia studiów. Nigdy wcześniej nie spotkałem tak oddanych, pracy z młodymi ludźmi, osób. Niesamowite jest być tego częścią.



Sen powrócił, bawi się ze mną, drażni i kusi. Nie mam jak się bronić.



Krzysztof Dziamski



środa, 23 marca 2011

#98 Delikatność przebywania w pustym pomieszczeniu całkiem nago

Juergen Teller - notatka






Powinnyśmy zacząć odczytywać obrazy na nowo i dosłownie. Tak jakby to było wieki temu. Dla nas niewyedukowanych pod kątem czytania Biblii, jaką jest wizualny świat rynku mody i reklamy, Victoria Beckham zakopana w torbie reklamowej Marca Jacobsa byłaby wyrazem ostatecznego zagubienia w konsumpcyjnym gąszczu wyborów. Ona paradoskalnie odnalazłaby spokój: poczulibyśmy to gdzieś podskórnie i skrycie sami chcielibyśmy się ukryć. Aspekt humorystyczny nadaje lekkości i wydźwięk przestaje być już tak dramatyczny i znaczący.

W malarstwie są święci i mają swoje atrybuty, są bogaci ludzie, a ich portrety noszą cechy ich charakteru i majątku. Gałązki oliwne, ręce skute kajdanami, kielichy, baranek, chleb, płonący dom. Jurgen Teller zdaje się mówić, że najważniejszym ludzkim atrybutem jest ciało – to własne, czyli jedyne. Ciało, które odzwierciedla nasze doświadczenia i marzenia.



To jestem ja, a to jest moje dziecko. To jestem ja, dokładnie w tym ciele, a nie w żadnym innym. Patrzcie na mnie, bo to ja, nikt inny. Zupełnie nikt. Teller nigdy nie retuszuje zdjęć, to aż niewiarygodne.



Nagość na jego zdjęciach jest tak silna i tak naturalna, że ubrania wydają się być częścią ciała. Wielu współczesnych teoretyków uważa, że ciało nie może być już naturalnie nagie, że przestaje być nagie a staje się rozebrane. „Nagość” straciła neutralny charakter, teraz jest się bardziej bez ubrania, niż nagim. Juergen robi wszystko aby to zmienić.




Warto tutaj jeszcze raz wspomnieć o tym, że bez ciała nie byłoby mody. Ubrania interpretują modę, a ciało wypełnia ubrania, które pozostawione same sobie stają się puste i opuszczone jak muszle - to bardzo dziwne oglądać ubrania w muzeach; już bez ruchu, bez dźwięku, bez ciała, bez osoby, bez nadanej im tożsamości i charakteru.


Jeżeli ktoś będzie miał kiedykolwiek dostęp do jego książki „Go-sees” to zachęcam niezmiernie! Jest to potężny tom z portretami modeli i modelek, które odwiedzały go w londyńskim studiu. Zdjęcia są niesamowite, a jest ich tyle, że aż to przeraża.





poniedziałek, 31 stycznia 2011

Straciłem zapał.

Moda stała się nudna i monotonna. Wszystko zmierza w chujowym kierunku :/
Może ktoś potrafi mnie zaskoczyć?

środa, 12 stycznia 2011

#97 Biotekstylia; przyszłość mody.

Wyobraź sobie taką sytuację, zapraszasz dziewczynę na imprezę, umawiacie się, że wpadniesz po nią, przychodzisz w pięknej koszuli, pięknych spodniach, nawet masz świeżą paczkę papierosów. Dzwonisz do drzwi, czekasz moment, ona otwiera. Przed tobą ukazuje się, powiedzmy Agnieszka, w seksownej sukience zrobionej ze świni. Po chwili dociera do ciebie słony zapach wędzonego mięsa zmieszany z perfumami Vievienne Westwood – to Agnieszka. Część Aga, ładnie wyglądasz... ale tak naprawdę zastanawiasz się tylko czy twoje raybany będą pasować? Co powiedzą koledzy i byłe dziewczyny? Czy masz uciekać? To prawdopodobnie niedaleka przyszłość. Tyle się kiedyś mówiło o biżuterii z kości słoniowej, tyle się kiedyś mówiło o futrze! Teraz przyszła kolei na materiały organiczne, tkanki, mięso, odchody. Wypada więc zacząć się trochę orientować o co chodzi, kto używa jakich bakterii i takie tam.




Sonja Baumel zaprezentowała projekt (Nie)widzialnej błony, która byłaby warstwą bakterii żyjących w symbiozie z naszym ciałem i miałaby pełnić funkcję ubrania. Zmieniałaby się autonomicznie pod wpływem zewnętrznych czynników takich jak temperatura, czy kondycja naszej skóry. Sonja mówi w swoim projekcie o korzystnym i kreatywnym połączeniu naszej skóry ze środowiskiem zewnętrznym. Czyli generalnie leżysz sobie, oglądasz Dr. Housa w ciepłym domu i bakterie na twojej ręce zmniejszają swoją objętość. W odwrotnej sytuacji, gdy zapomnisz z domu rękawiczek miejsca najbardziej wystawione na niską temperaturę pokryłyby się grubszą warstwą bakterii, ogrzewając tym samym twoje ciało. Wyglądałoby to mniej więcej jak naprawdę zajebisty tatuaż, który zmienia się wraz z temperaturą twojego ciała. Byłoby to całkowicie bezpieczne, ponieważ bakterie mają być wyhodowane z twojej własnej unikatowej flory bakteryjnej, dokładnie z miejsc na które byś je potem z powrotem umieścił. Prawdopodobnie mógłbyś również modyfikować ich kolor oraz fakturę. Dzięki temu połączeniu nauki i sztuki moda mogłaby być nam jeszcze bliższa, a tym samym stać się większą częścią naszego codziennego życia. Przybrałaby zupełnie nową formę, nigdy w historii wcześniej nie spotkaną.



Sonja Baumel




Emily Crane w swoim laboratorium hoduje materiały, które zapożyczyła z molekularnej gastronomii – hoduje i zamraża bąbelki i składniki pokarmów tworząc w ten sposób akcesoria i ubrania. Dokładniej mówiąc wykorzystuje płyny pochodzenia organicznego, takie jak żelatyna wieprzowa, agar i gliceryna. Koloruje je i nadaje kształty. Emily potrafi dzięki temu temu tworzyć bardzo delikatne, ażurowe wzory, które teoretycznie można i nosić, i jeść.


Emily Crane


Podobnym projektem zajmuje się Suzanne Lee, która jest pomysłodawczynią badań pod nazwą Bio-Couture. Suzanne hoduje bowiem celulozę z żywych bakterii, a potem ten materiał bezpośrednio wciska pod maszynę do szycia i tworzy ubrania. Oprócz tego barwi materiały owocami i zieloną herbatą tworząc wzory tekstylne.



Suzanne Lee



Suzanne Lee



Dziewczyny nam się nieźle wkręciły w te hodowle. Ciekawe w jaki sposób rozwiną się te projekty. Podstawą takich działań, jest to, że uzyskane w ten sposób materiały byłyby tak naprawdę najmniej szkodliwe ze wszystkich dostępnych nam dziś sposobów otrzymywania „tkanin”. Wszystko jest na razie w fazie rozwoju i badań, ale zdjęcia wyglądają całkiem obiecująco.

Oprócz własnych bakterii można także oddać część swojej tkanki kostnej i otrzymać biżuterię w ramach projektu Bio-Jewellery. Taką tkankę można pobrać np. z zęba mądrości i zrobić obrączkę lub pierścionek dla partnera. Tobie Kerridge i Nikki Stott tworząc ten projekt, myśleli na początku aby robić z ludzkich kości etui na telefony komórkowe. Dość to radykalny pomysł. Wyobraźcie sobie jak bardzo demonicznie złe i obrzydliwie nieetyczne byłoby odebrać taki telefon opakowany w etui z kości swojej partnerki i ją przez ten telefon o czymś okłamywać lub odebrać w trakcie, o Jezusku, aktu zdrady! Na szczęście autorzy projektu zdecydowali się na bardziej delikatny i sentymentalny produkt, a mianowicie obrączki i pierścionki, głównie dla zakochanych, ale także dla totalnych psycholi, którzy wykręcają twój numer telefonu , a gdy odbierasz słychać tylko ich oddech .










Zostawmy już te ohydne bakterie i przejdźmy wreszcie do odchodów... Chris Ofili to człowiek, który wziął kupę afrykańskiego słonia i namalował tym Matkę Boską... i nie żartował. Do tego otoczył ją zdjęciami cipek wyciętymi z magazynów porno. Wygrał kilka nagród, Saatchi kupił kilka jego obrazów i tak zapewnił sobie bezpieczne miejsce w świecie sztuki. INSA londyński projektant, skupił się na jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów z obrazów Chrisa Ofili – na odchodach słoni. Zaprojektował parę butów na 25cm obcasach i platformach wykonanych ze słońskiego łajna. INSA został zaproszony przez jedną z najważniejszych galerii sztuki na świecie Tate Britian aby wziął udział w retrospekcji Chrisa Ofili, która odbyła się na początku zeszłego roku. INSA pojechał do Whipsnade Zoo po kupę dokładnie tego samego słonia, którego Ofili 15 lat wcześniej wykorzystał do swojego słynnego obrazu. INSA swój projekt nazwał „Anything goes when it comes to (s)hoes” parafrazując tekst z piosenki Big Daddy Kanea „Pimpin' ain't easy”. W rzeczy samej.


INSA


Lady gaga na zeszłorocznej gali VMA pojawiła się w sukni FRANC FERNANDEZA uszytej z surowego mięsa. Time ogłosił to kreacją roku. Oburzyła tym samym wszystkie grupy społeczne, mniejszości narodowe, niepełnosprawnych, na czele z obrońcami praw zwierząt. Tych ostatnich niepotrzebnie, bo jak sama twierdzi, mięso pochodziło ze zwierząt hodowanych na ubój, więc i tak byłyby zabite. Także luz, pretensji nie ma. Plotki głosiły, że mogła tam być tylko określoną ilość czasu, ze względu na rozkładające się mięso, a tym samym zagrożenie dla ludzi. Jak sama twierdzi miała to być forma manifestu, że ludzie nie są martwą tkanką i że jeśli nie będziemy bronić swoich przekonań staniemy się zwykłym mięsem przyczepionym do kości. Ah, ci Amerykanie... Na pewno nic przyjemnego dla siedzących koło niej osób to nie było. Po tym wydarzeniu zrobiło się głośno wokół firm, które projektują ubrania imitujące ludzką skórę, plastikową biżuterię wyglądającą jak kawałki mięsa itp. Jednak plastik to nie to samo, co prawdziwe mięso, to nie to samo co produkty organiczne, niemal żywe.



FRANC FERNANDEZ



Sprawdziłem i jak się okazało, suknia ze świni nie pachnie jak kiełbasa bydgoska. W jednej z londyńskich galerii Deborah Griffin zaprezentowała wystawę na którą składały się różne dzieła sztuki związane ze świnią. Oprócz krzesła ze świńskimi nosami o tytule „Sniff”, czy świńskiej głowy w wannie krwi można było zobaczyć suknię uszytą ze świni. Naprawdę nie wiem, jak to skomentować. Autorka twierdzi, że to nawiązanie do pogłoski, że ludzkie mięso smakuje tak jak mięso wieprzowe. Jest to raczej niesmaczne... niewygodne? Ups.




Deborah Griffin


Jeżeli chodzi o jedzenie Alex Lucka do swoich zdjęć z serii „Food and Beauty” wykorzystał kawałki mięs, ryby, tłuszcz zwierzęcy, szynki, kończyny zwierząt i zwierzęta obdarte ze skóry. Wbrew temu co się nasuwa na myśl efekt jest naprawdę interesujący. Alex skupił się na delikatności form jakie można uzyskać po skonfrontowaniu surowego jedzenia do delikatnych rys twarzy modelki. Dodając do tego wszystkiego naturalny makijaż i bardzo miękkie, rozproszone światło, udało mu się odnaleźć efemeryczne piękno. Nigdy nie pomyślałbym, że mała krówka obdarta ze skóry, może być tak estetycznie i delikatnie bezradna, że chciałbym ją przytulić. I czuję się z tym odczuciem dość dziwnie... Bardzo oszczędne w środkach zdjęcia szukają odpowiedzi na wszechobecny, sztuczny i błyszczący glamur, który zatruwa nasze życie oddalając nas od tego co prawdziwe i bliskie natury. Lub jest to po prostu pojebane.



Alex Lucka

Alex Lucka



Alex Lucka


Dyplomową kolekcję ubrań Hussein Chalayan na kilka miesięcy zakopał. Przez te kilka miesięcy naturalny jedwab zaczął się rozkładać – na końcu projektu mamy do czynienia z ekshumacją: prawo natury i nie tylko proces chemiczny, Także mniej namacalne odwrócenie procesu umierania (bo przecież ekshumował coś co dopiero zacznie ‘żyć’). Do czego można się zbliżyć myśląc o omawianym dyplomie? Brud. Brud jest na pewno tego częścią.
Nie można przestać myśleć, że jedwab zaczął się pod ziemią rozwijać, zamieniać w tkankę. Nie można, mimo że tak naprawdę był to początek procesu destrukcji; oczyszczenia. Tak jakby to, co odnajdziemy po wykopaniu jedwabiu, należało od tej chwili do przeszłości. Mroczna ta kolekcja Chalayana, w której projektant próbował walczyć z czasem. Absolwent Central Saint Martins powołał na nowo do życia jedwab. Dokładnie w taki sam sposób, jak omawiane wcześniej przykłady bakterii, projektant wyhodował tkaninę. W mniej kontrolowany sposób, ale wciąż można powiedzieć, że jego ubranie zaczęło być żywą częścią tego świata.



Hussein Chalayan


Hussein Chalayan


Hussein Chalayan




Więc, gdy pewnego wieczoru, będziesz czekał na swoją dziewczynę, a ta otworzy ci drzwi, nie będziesz w najmniejszym stopniu zdziwiony, że będzie miała na sobie suknie ze świńskich głów. Jakby tego było mało, gdy zarzuci na ramiona sweterek (dziś wieczór taki chłodny!) uszyty z celulozy, a w torebce wyhodowanej z jej własnych bakterii zadzwoni telefon, który będzie opakowany w ochronne etui z twoich kości. Lecz gdy po niego sięgnie, niedbale upuści go na rudy dywan, który jeszcze kilka miesięcy temu był głęboko zakopany pod ziemią. Zanim zdążysz jej podać komórkę, zabrzęczy ona rytmicznie, tańcząc wokół szpilek na koturnach z kupy bengalskiego tygrysa.

wtorek, 21 grudnia 2010

poniedziałek, 20 grudnia 2010

#95 William Klein: Contact Sheets



William Klein - Contact sheets. (ang.)
fragment z: Contacts Vol. 1, Portraits of Contemporary Photographers

(W dokumencie także: Henri Cartier-Bresson, Raymond Depardon, Mario Giacomelli, Josef Koudelka, Robert Doisneau, Edouard Boubat, Elliott Erwitt, Marc Riboud, Leonard Freed, Helmut Newton, Don McCullin.)



William Klein, czarna owca fotografii! Vogue zlecał mu sesję, a potem odrzucał i nie przyjmował do druku. Bezkompromisowy artysta. W tym dokumencie opowiada o genialnych zdjęciach tak jakby zrobienie ich było najbardziej naturalną rzeczą na świecie! I ten genialny cytat na samym początku dokumentu:

Stykówka fotograficzna. 36 klatek, sześć pasków z sześcioma fotografiami zrobionymi jedno po drugim. Czytasz je od lewej do prawej jak tekst - to pamiętnik fotografa. Widzisz to, co on widzi przez wizjer: jego niepewności, jego nietrafienia, jego wybory. Fotograf wybiera jeden moment, jeden kąt, następny moment, następny kąt. Nalega, przestaje. Bardzo rzadko zobaczysz stykówkę fotografa, widzisz tylko wybraną fotografię. Nie zobaczysz zdjęć tuż przed i po, tak jak to jest na próbnym naświetleniu.

Zdjęcie jest zrobione w ciągu 1/125 sekundy. Co wiesz o pracy fotografa? 100 zdjęć? Powiedzmy 125, to duże portfolio fotografa. To w sumie jedna sekunda. Powiedzmy, że fotograf ma więcej zdjęć, 250 fotografii. To byłoby raczej ogromne portfolio. W sumie 2 sekundy. Życie fotografa, nawet tego największego to 2 sekundy.

William Klein








niedziela, 19 grudnia 2010

#94 Lekcja fotografii. Kompozycja: przestrzeń i ciało.

To ile obiekt na zdjęciu zajmie miejsca, jest tak samo ważne jak to ile zostawi wolnej przestrzeni. A może nawet ważniejsze. Tak jak ze światłem: światło jest najważniejsze, ale jeszcze ważniejszy jest cień.



Simon Emmett


Zajmijmy się na początek czymś bardzo prostym i wyraźnym. To zdjęcie najnowszego GQ, za którym zbytnio nie przepadam, ale okładka w tym numerze jest bardzo dobrym przykładem na to co chciałbym dziś opisać. Zacznijmy od prostego odnalezienia linii, które tworzy ciało Rihanny.




Oprócz tych skośnych podziałów, możemy także zauważyć niewielkie odstępy poziome, prawdopodobnie użyte po to aby zachować balans (linie żółte).



Teraz, gdy już wiemy jakie linie na zdjęciu się pojawiają, możemy pomyśleć w jaki sposób się krzyżują i co w ten sposób tworzą. Spójrzmy jeszcze raz na ciało Rihanny i zastanówmy się co się dzieje na zdjęciu.



Możemy z łatwością zauważyć, że kompozycja na tym zdjęciu oparta jest na dwóch trójkątach, które przylegają do siebie tworząc bardzo wyważoną, spójną całość.


W bardzo przemyślany sposób fotograf zagrał na tym zdjęciu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę jeszcze na kolejne trójkąty, które się tutaj pojawiają. Jak wspomniałem na samym początku to co tworzy ciało modelki jest tak samo ważne jak to, ile przestrzeni i miejsca zostawia na zdjęciu. Często ciało zlewa się z tłem i nawet gdy ciało modelki wygląda świetnie, coś na zdjęciu nie jest tak, często chodzi o przestrzenie, o których powinno się pamiętać. Są one potrzebne, aby nasze oko mogło łatwiej rozpoznać znane mu kształty ciała. Zaznaczyłem więc kolejne cztery trójkąty, które w idealny sposób dają naszym oczom chwile wytchnienia.





Jest to bardzo przemyślana fotografia, jednak oparta na bardzo prostej kompozycji znanej już od czasów średniowiecza. Podzielmy jeszcze raz to zdjęcie na kilka podstawowych elementów. Zacznę od złotego podziału (złotego prostokąta). Tak mniej więcej rozkładają się siły na tej fotografii. Linie nie są idealnie w 1/3 ramy obrazu, jednak mimo wszystko widać, że jest zachowany ład na tym zdjęciu.




Gdybyśmy chcieli rozbić to zdjęcie na jeszcze bardziej podstawowe elementy, moglibyśmy po prostu poprowadzić dwie linie, który stworzą nam podstawę kompozycji tego zdjęcia (trójkąty). Linie, które przechodzę ukośnie i krzyżują się w samym środku obrazu, nazywają się liniami diagonalnymi, mówi się więc, że kompozycja jest diagonalna. Zwykle taka kompozycja nadaje zdjęciu dynamiczności, jest niespokojna, częściej wykorzystywana w średniowieczu i baroku, niż w renesansie.



Zobaczmy, kto jeszcze jarał się kompozycją diagonalną.



Pieter Bruegel



Pieter Bruegel




Giotto




Marcin Tyszka fotografując Anję Rubik wykorzystał dokładnie tę samą kompozycję co Pieter Bruegel i Giotto na powyższych przykładach.


Marcin Tyszka



Jest to również bardzo dobry przykład kompozycji diagonalnej. Zauważmy jeszcze jedną rzecz, Marcin Tyszka w sposób godny podziwu zadbał o jeszcze jeden szczegół. Linia, która przecina środek zdjęcia, przecina dokładnie ucho Ani i niemal niezauważenie ociera się o czubek buta modelki. Taki smaczek! Dodatkowo druga stopa nie dotyka ziemi, co współgra z wirującą w powietrzu płachtą po drugiej stronie zdjęcia (za granicą, którą wyznacza linia zielona). Piękne!



I tu możemy znaleźć trójkąty, które dbają o to abyśmy mogli swobodnie wędrować wzrokiem po zdjęciu. Nie są tak wyraźne, bo tutaj kompozycja jest minimalnie mniej oczywista i trochę bardziej skomplikowana.



Gdy spojrzymy jeszcze raz, na zdjęciu możemy już łatwo zauważyć, że rozwiany płaszcz również tworzy ogromny trójkąt. Jest to najważniejsza część kompozycji, tworzy on najsilniejszy punkt diagonalny, a reszta czyli nogi i inne linie płaszcza tylko potwierdzają tą kompozycję. Dzięki temu, zdjęcie jest dynamiczne i pełne ruchu.


Marcin Tyszka


Przechodząc do bardziej skomplikowanych zastosowań takiej kompozycji, możemy tak jak w poprzednich moich notkach odwołać się do geniusza Stevena Meisela. Ten człowiek, nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Świetne zdjęcie Gisele, również oparte na diagonalnych, jednak w o wiele mniej oczywisty sposób. Głównym akcentem jest to co odsłania podwinięta nogawka spodni. Jej prawa noga niemalże zbija linie diagonalne w dół do ziemi i wbija całą postać w ziemię, Gisele wydaję się cięższa. Nie będę już tego rozrysowywał, bo wydaje mi się to zbyt ulotne aby pokazać na liniach. Trzeba się po porstu mocno przyjrzeć. Odkryć gdzie przecinają się linie diagonalne i jak bardzo są słabe w stosunku do linii pionowych.



Steven Meisel


Kolejne zdjęcie dość proste....



Steven Meisel


To już mniej oczywiste...


Steven Meisel


Naprawdę niesamowity przykład tego co można zrobić zaczynająć od kompozycji diagonalnej. Tutaj dla utrudnienia dwie osoby fotografowane. Więcej możliwości, ale również więcej do ogarnięcia. Jak dla mnie mistrzostwo świata. Czapki z głów.





Kolejne zdjęcie z tego samego edytoriala. Na pierwszy rzut oka wydaje się tylko zbitką, kulą osób skotłowanych ze sobą, ale niestety nie jest tak prosto.



Steven Meisel


Jest to jak dla mnie demonicza wręcz zręczność w komponowaniu zdjęcia. Jest w tym coś bardzo nieprzyzwoitego, brudny geniusz! Zacznijmy od podstawowych linii, które kierują tym zdjęciem. Niebieskie linie trzymają wszystko razem, po to żeby się nie rozleciało.



Gdy połączymy zielone i czerwone linie, możemy zauważyć, że powstał duży trójkąt, który jest bazą kompozycji. W środku, którego znajdują się twarze modeli, w tym trójkącie to się dopiero dzieje! Wszystko wiruje i kręciło się dookoła, ale wciąż nie ma bałaganu! Niesamowita kompozycja. Meisel zdecydował się umieścić mały diamencik po to, aby ułatwić naszym oczom wędrówkę (niebieskie linie łączące twarze i oczy modeli). Nogi wystające ni z tego ni z owego zza głowy jednego z modeli zaznaczyłem czerwoną plamą. Nie wiem do końca jak to wytłumaczyć, ale gdyby ich tam nie było, kompozycja wydałaby sie zbyt prosta i ułożona. Porównałbym tą asymetrie do haromonii jazzowej, ktora zbija naturalnie ze soba brzmiace akordy i szuka czegos wiecej. Nogi, które wystają po obu stronach zdjecia są częścią trójkąta, więc nie są asymetryczne tylko łączą się i są równoległe z jego ramionami.




Na koniec zaznaczyłem jeszcze przestrzeń, którą szukają nasze oczy aby odpocząć. Nawet w tak skotłowanym zdjęciu udało mi się odnaleźć ich mnóstwo (Nawet więcej niż na zdjęciu rihanny)! Jak on to zrobił?! Masakra.




Na zkończenie już, chciałbym pokazać jak można wykorzystać brak tych przestrzeni na zdjęciu, a mianowicie jak wykorzystać efekt zlewania się ciała z tłem i fakturą obrazu. Równie genialny Mario Sorrenti.



Mario Sorrenti


Mario Sorrenti