









































Siedząc przez godzinę zaobserwowałem, że zainteresowały się nią 24 osoby. To chyba wcale nie tak dużo. W ciągu dnia około 200 osób, w ciągu tygodnia 1300 a miesięcznie ponad 5 tysięcy osób podejdzie i spojrzy na nią.
Jest delikatna, zasłania się, zawstydzona. Pamiętam z tabliczki, że to Eve, ale ona wcale nie wygląda jak grzeszna Ewa. Jest delikatna i dziewczęca jak "la morenita", jak Matka Boska. Zraniona. Nie chcę znać autora, nie chcę myśleć, że jest stworzona, że jest dziełem. Chcę aby była przeciwieństwem dzieła. Ciało ma jeszcze trochę dziewczęce, ale jej smutek jest już dojrzały.
Czy ludzi interesuje w tej rzeźbie nagość? Wyglądają okropnie. Owinięci ubraniami, w źle dobranych kolorach, w za dużych kurtkach. Ludzie pozują przy rzeźbach naśladując je w uśmiechu. Wyginają ciała próbując odwzorować ciała rzeźb. Mam nadzieję, że skumuluję tak energię aby ktoś pomyślał o zrobieniu sobie z nią zdjęcia. Aby któraś z dziewczyn poprosiła mamę o zdjęcie. Wydaje mi się, że przez ten jeden moment doświadczenie, które kładzie się na twarzy rzeźby szarpnie nastoletnim ciałem próbującym naśladować ułożenie ciała (tak jakby forma jednego ciała, mogła wpasować się w formę drugiego) nie zaprzeczam: w jak najbardziej erotycznym sensie.
Jestem tak onieśmielony, że nie mogę odróżnić wzruszenia od strachu i nie jestem w stanie zacząć szkicować, a przecież po to tu przyszedłem aby coś zabrać, żeby zabrać właśnie ją.
listopad, 2009


Julia Margaret Cameron, rok ok. 1864





Nicola Formichetti i jego Lady Gaga
Alexis Mabille Couture Autumn/Winter 2009/10
Chanel Couture Autumn/Winter 2009/10
Valentino Couture Autumn/Winter 2009/10
Giorgio Armani Privé Couture Autumn/Winter 2009/10
Giorgio Armani Privé Couture Autumn/Winter 2009/10
Problem jest taki, że wszyscy są w Nowym Jorku. Tak myślałem przyjeżdżając do Londynu. Myślałem, że począwszy od Stevena Meisela, przez Craiga McDeana, aż na Chadwicku Tylerze skończywszy, wszyscy osiedlili się w Nowym Jorku. Myślałem co ja tu pocznę. I czasem przechadzając się po Bruton Place wzdychałem głęboko, spoglądałem na wysokie okna z nadzieją, że to miejsce kiedyś mnie zainspiruje. Myślałem co ja tu pocznę, wszyscy są przecież w Nowym Jorku. Jednak podobno, żeby się tam dostać trzeba przebrnąć przez ocean. Ciężki jak mokra tkanina ocean.
Więc gdyby się zastanowić i przeanalizować ostatnie 10 lat w fotografii mody, skupiając na tym kto zrobił najwięcej aby przekonać odbiorców do siebie, aby okazać im szacunek, kto wychodził ze swoim aparatem do ludzi (przynajmniej metaforycznie), kto dbał o to aby w świecie internetu i nieograniczonych możliwości komunikacyjnych widzowie widowiska mieli w nim swój udział, to niewątpliwie odpowiedź byłaby bardzo oczywista.
Nick Knight
To on stworzył SHOWStudio. Przez te 10 lat zainicjował milion projektów, w którym mógł wziąć udział każdy. Można było poczuć się częścią ciasnego świata mody. Nick doszedł do punktu, w którym właściwie zostało już tylko zaproszenie ludzi na plan zdjęciowy. Dokładnie.
5 i 6 listopada w galerii Somerset House (w której znajduje się znakomita wystawa Fashion Revolution) odbył się projekt Live Studio. Można było przez weneckie lustro oglądać sesję zdjęciową na okładkę brytyjskiego lutowego Voguea. Oczywiście, że tam byłem.
Więc doszedłem do momentu kiedy miałem ją na wyciągnięcie ręki. Dokładnie na wyciągnięcie ręki, jakieś 60cm. Natalia Vodianova miała delikatną twarz, niemalże z cienkiego szkła. Przybyła z dalekiego kraju na wyspę, do Miasta Marzeń aby skruszyć cząstkę, dać się złapać przez światło i uwieść śmiertelnych, którzy przyszli i odeszli. Przez około godzinę obserwowałem ją jak się śmieje i pozuje. Nick kładł się na ziemię i przez tą skorupę z szyby, można było usłyszeć jak wydaje jej polecenia. I najważniejsze, na ekranie komputera, do którego bezpośrednio były wysyłane zdjęcia zaraz po naciśnięciu spustu migawki, pojawiały się zdjęcia BEZ retuszu. Dopiero po dwóch sekundach zdjęcie nabierało ilustracyjnego charakteru, nasycało się zapisanymi wcześniej ustawieniami w Lightroomie.
Więcej marzeń nie pamiętam.
