środa, 12 stycznia 2011

#97 Biotekstylia; przyszłość mody.

Wyobraź sobie taką sytuację, zapraszasz dziewczynę na imprezę, umawiacie się, że wpadniesz po nią, przychodzisz w pięknej koszuli, pięknych spodniach, nawet masz świeżą paczkę papierosów. Dzwonisz do drzwi, czekasz moment, ona otwiera. Przed tobą ukazuje się, powiedzmy Agnieszka, w seksownej sukience zrobionej ze świni. Po chwili dociera do ciebie słony zapach wędzonego mięsa zmieszany z perfumami Vievienne Westwood – to Agnieszka. Część Aga, ładnie wyglądasz... ale tak naprawdę zastanawiasz się tylko czy twoje raybany będą pasować? Co powiedzą koledzy i byłe dziewczyny? Czy masz uciekać? To prawdopodobnie niedaleka przyszłość. Tyle się kiedyś mówiło o biżuterii z kości słoniowej, tyle się kiedyś mówiło o futrze! Teraz przyszła kolei na materiały organiczne, tkanki, mięso, odchody. Wypada więc zacząć się trochę orientować o co chodzi, kto używa jakich bakterii i takie tam.




Sonja Baumel zaprezentowała projekt (Nie)widzialnej błony, która byłaby warstwą bakterii żyjących w symbiozie z naszym ciałem i miałaby pełnić funkcję ubrania. Zmieniałaby się autonomicznie pod wpływem zewnętrznych czynników takich jak temperatura, czy kondycja naszej skóry. Sonja mówi w swoim projekcie o korzystnym i kreatywnym połączeniu naszej skóry ze środowiskiem zewnętrznym. Czyli generalnie leżysz sobie, oglądasz Dr. Housa w ciepłym domu i bakterie na twojej ręce zmniejszają swoją objętość. W odwrotnej sytuacji, gdy zapomnisz z domu rękawiczek miejsca najbardziej wystawione na niską temperaturę pokryłyby się grubszą warstwą bakterii, ogrzewając tym samym twoje ciało. Wyglądałoby to mniej więcej jak naprawdę zajebisty tatuaż, który zmienia się wraz z temperaturą twojego ciała. Byłoby to całkowicie bezpieczne, ponieważ bakterie mają być wyhodowane z twojej własnej unikatowej flory bakteryjnej, dokładnie z miejsc na które byś je potem z powrotem umieścił. Prawdopodobnie mógłbyś również modyfikować ich kolor oraz fakturę. Dzięki temu połączeniu nauki i sztuki moda mogłaby być nam jeszcze bliższa, a tym samym stać się większą częścią naszego codziennego życia. Przybrałaby zupełnie nową formę, nigdy w historii wcześniej nie spotkaną.



Sonja Baumel




Emily Crane w swoim laboratorium hoduje materiały, które zapożyczyła z molekularnej gastronomii – hoduje i zamraża bąbelki i składniki pokarmów tworząc w ten sposób akcesoria i ubrania. Dokładniej mówiąc wykorzystuje płyny pochodzenia organicznego, takie jak żelatyna wieprzowa, agar i gliceryna. Koloruje je i nadaje kształty. Emily potrafi dzięki temu temu tworzyć bardzo delikatne, ażurowe wzory, które teoretycznie można i nosić, i jeść.


Emily Crane


Podobnym projektem zajmuje się Suzanne Lee, która jest pomysłodawczynią badań pod nazwą Bio-Couture. Suzanne hoduje bowiem celulozę z żywych bakterii, a potem ten materiał bezpośrednio wciska pod maszynę do szycia i tworzy ubrania. Oprócz tego barwi materiały owocami i zieloną herbatą tworząc wzory tekstylne.



Suzanne Lee



Suzanne Lee



Dziewczyny nam się nieźle wkręciły w te hodowle. Ciekawe w jaki sposób rozwiną się te projekty. Podstawą takich działań, jest to, że uzyskane w ten sposób materiały byłyby tak naprawdę najmniej szkodliwe ze wszystkich dostępnych nam dziś sposobów otrzymywania „tkanin”. Wszystko jest na razie w fazie rozwoju i badań, ale zdjęcia wyglądają całkiem obiecująco.

Oprócz własnych bakterii można także oddać część swojej tkanki kostnej i otrzymać biżuterię w ramach projektu Bio-Jewellery. Taką tkankę można pobrać np. z zęba mądrości i zrobić obrączkę lub pierścionek dla partnera. Tobie Kerridge i Nikki Stott tworząc ten projekt, myśleli na początku aby robić z ludzkich kości etui na telefony komórkowe. Dość to radykalny pomysł. Wyobraźcie sobie jak bardzo demonicznie złe i obrzydliwie nieetyczne byłoby odebrać taki telefon opakowany w etui z kości swojej partnerki i ją przez ten telefon o czymś okłamywać lub odebrać w trakcie, o Jezusku, aktu zdrady! Na szczęście autorzy projektu zdecydowali się na bardziej delikatny i sentymentalny produkt, a mianowicie obrączki i pierścionki, głównie dla zakochanych, ale także dla totalnych psycholi, którzy wykręcają twój numer telefonu , a gdy odbierasz słychać tylko ich oddech .










Zostawmy już te ohydne bakterie i przejdźmy wreszcie do odchodów... Chris Ofili to człowiek, który wziął kupę afrykańskiego słonia i namalował tym Matkę Boską... i nie żartował. Do tego otoczył ją zdjęciami cipek wyciętymi z magazynów porno. Wygrał kilka nagród, Saatchi kupił kilka jego obrazów i tak zapewnił sobie bezpieczne miejsce w świecie sztuki. INSA londyński projektant, skupił się na jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów z obrazów Chrisa Ofili – na odchodach słoni. Zaprojektował parę butów na 25cm obcasach i platformach wykonanych ze słońskiego łajna. INSA został zaproszony przez jedną z najważniejszych galerii sztuki na świecie Tate Britian aby wziął udział w retrospekcji Chrisa Ofili, która odbyła się na początku zeszłego roku. INSA pojechał do Whipsnade Zoo po kupę dokładnie tego samego słonia, którego Ofili 15 lat wcześniej wykorzystał do swojego słynnego obrazu. INSA swój projekt nazwał „Anything goes when it comes to (s)hoes” parafrazując tekst z piosenki Big Daddy Kanea „Pimpin' ain't easy”. W rzeczy samej.


INSA


Lady gaga na zeszłorocznej gali VMA pojawiła się w sukni FRANC FERNANDEZA uszytej z surowego mięsa. Time ogłosił to kreacją roku. Oburzyła tym samym wszystkie grupy społeczne, mniejszości narodowe, niepełnosprawnych, na czele z obrońcami praw zwierząt. Tych ostatnich niepotrzebnie, bo jak sama twierdzi, mięso pochodziło ze zwierząt hodowanych na ubój, więc i tak byłyby zabite. Także luz, pretensji nie ma. Plotki głosiły, że mogła tam być tylko określoną ilość czasu, ze względu na rozkładające się mięso, a tym samym zagrożenie dla ludzi. Jak sama twierdzi miała to być forma manifestu, że ludzie nie są martwą tkanką i że jeśli nie będziemy bronić swoich przekonań staniemy się zwykłym mięsem przyczepionym do kości. Ah, ci Amerykanie... Na pewno nic przyjemnego dla siedzących koło niej osób to nie było. Po tym wydarzeniu zrobiło się głośno wokół firm, które projektują ubrania imitujące ludzką skórę, plastikową biżuterię wyglądającą jak kawałki mięsa itp. Jednak plastik to nie to samo, co prawdziwe mięso, to nie to samo co produkty organiczne, niemal żywe.



FRANC FERNANDEZ



Sprawdziłem i jak się okazało, suknia ze świni nie pachnie jak kiełbasa bydgoska. W jednej z londyńskich galerii Deborah Griffin zaprezentowała wystawę na którą składały się różne dzieła sztuki związane ze świnią. Oprócz krzesła ze świńskimi nosami o tytule „Sniff”, czy świńskiej głowy w wannie krwi można było zobaczyć suknię uszytą ze świni. Naprawdę nie wiem, jak to skomentować. Autorka twierdzi, że to nawiązanie do pogłoski, że ludzkie mięso smakuje tak jak mięso wieprzowe. Jest to raczej niesmaczne... niewygodne? Ups.




Deborah Griffin


Jeżeli chodzi o jedzenie Alex Lucka do swoich zdjęć z serii „Food and Beauty” wykorzystał kawałki mięs, ryby, tłuszcz zwierzęcy, szynki, kończyny zwierząt i zwierzęta obdarte ze skóry. Wbrew temu co się nasuwa na myśl efekt jest naprawdę interesujący. Alex skupił się na delikatności form jakie można uzyskać po skonfrontowaniu surowego jedzenia do delikatnych rys twarzy modelki. Dodając do tego wszystkiego naturalny makijaż i bardzo miękkie, rozproszone światło, udało mu się odnaleźć efemeryczne piękno. Nigdy nie pomyślałbym, że mała krówka obdarta ze skóry, może być tak estetycznie i delikatnie bezradna, że chciałbym ją przytulić. I czuję się z tym odczuciem dość dziwnie... Bardzo oszczędne w środkach zdjęcia szukają odpowiedzi na wszechobecny, sztuczny i błyszczący glamur, który zatruwa nasze życie oddalając nas od tego co prawdziwe i bliskie natury. Lub jest to po prostu pojebane.



Alex Lucka

Alex Lucka



Alex Lucka


Dyplomową kolekcję ubrań Hussein Chalayan na kilka miesięcy zakopał. Przez te kilka miesięcy naturalny jedwab zaczął się rozkładać – na końcu projektu mamy do czynienia z ekshumacją: prawo natury i nie tylko proces chemiczny, Także mniej namacalne odwrócenie procesu umierania (bo przecież ekshumował coś co dopiero zacznie ‘żyć’). Do czego można się zbliżyć myśląc o omawianym dyplomie? Brud. Brud jest na pewno tego częścią.
Nie można przestać myśleć, że jedwab zaczął się pod ziemią rozwijać, zamieniać w tkankę. Nie można, mimo że tak naprawdę był to początek procesu destrukcji; oczyszczenia. Tak jakby to, co odnajdziemy po wykopaniu jedwabiu, należało od tej chwili do przeszłości. Mroczna ta kolekcja Chalayana, w której projektant próbował walczyć z czasem. Absolwent Central Saint Martins powołał na nowo do życia jedwab. Dokładnie w taki sam sposób, jak omawiane wcześniej przykłady bakterii, projektant wyhodował tkaninę. W mniej kontrolowany sposób, ale wciąż można powiedzieć, że jego ubranie zaczęło być żywą częścią tego świata.



Hussein Chalayan


Hussein Chalayan


Hussein Chalayan




Więc, gdy pewnego wieczoru, będziesz czekał na swoją dziewczynę, a ta otworzy ci drzwi, nie będziesz w najmniejszym stopniu zdziwiony, że będzie miała na sobie suknie ze świńskich głów. Jakby tego było mało, gdy zarzuci na ramiona sweterek (dziś wieczór taki chłodny!) uszyty z celulozy, a w torebce wyhodowanej z jej własnych bakterii zadzwoni telefon, który będzie opakowany w ochronne etui z twoich kości. Lecz gdy po niego sięgnie, niedbale upuści go na rudy dywan, który jeszcze kilka miesięcy temu był głęboko zakopany pod ziemią. Zanim zdążysz jej podać komórkę, zabrzęczy ona rytmicznie, tańcząc wokół szpilek na koturnach z kupy bengalskiego tygrysa.

wtorek, 21 grudnia 2010

poniedziałek, 20 grudnia 2010

#95 William Klein: Contact Sheets



William Klein - Contact sheets. (ang.)
fragment z: Contacts Vol. 1, Portraits of Contemporary Photographers

(W dokumencie także: Henri Cartier-Bresson, Raymond Depardon, Mario Giacomelli, Josef Koudelka, Robert Doisneau, Edouard Boubat, Elliott Erwitt, Marc Riboud, Leonard Freed, Helmut Newton, Don McCullin.)



William Klein, czarna owca fotografii! Vogue zlecał mu sesję, a potem odrzucał i nie przyjmował do druku. Bezkompromisowy artysta. W tym dokumencie opowiada o genialnych zdjęciach tak jakby zrobienie ich było najbardziej naturalną rzeczą na świecie! I ten genialny cytat na samym początku dokumentu:

Stykówka fotograficzna. 36 klatek, sześć pasków z sześcioma fotografiami zrobionymi jedno po drugim. Czytasz je od lewej do prawej jak tekst - to pamiętnik fotografa. Widzisz to, co on widzi przez wizjer: jego niepewności, jego nietrafienia, jego wybory. Fotograf wybiera jeden moment, jeden kąt, następny moment, następny kąt. Nalega, przestaje. Bardzo rzadko zobaczysz stykówkę fotografa, widzisz tylko wybraną fotografię. Nie zobaczysz zdjęć tuż przed i po, tak jak to jest na próbnym naświetleniu.

Zdjęcie jest zrobione w ciągu 1/125 sekundy. Co wiesz o pracy fotografa? 100 zdjęć? Powiedzmy 125, to duże portfolio fotografa. To w sumie jedna sekunda. Powiedzmy, że fotograf ma więcej zdjęć, 250 fotografii. To byłoby raczej ogromne portfolio. W sumie 2 sekundy. Życie fotografa, nawet tego największego to 2 sekundy.

William Klein








niedziela, 19 grudnia 2010

#94 Lekcja fotografii. Kompozycja: przestrzeń i ciało.

To ile obiekt na zdjęciu zajmie miejsca, jest tak samo ważne jak to ile zostawi wolnej przestrzeni. A może nawet ważniejsze. Tak jak ze światłem: światło jest najważniejsze, ale jeszcze ważniejszy jest cień.



Simon Emmett


Zajmijmy się na początek czymś bardzo prostym i wyraźnym. To zdjęcie najnowszego GQ, za którym zbytnio nie przepadam, ale okładka w tym numerze jest bardzo dobrym przykładem na to co chciałbym dziś opisać. Zacznijmy od prostego odnalezienia linii, które tworzy ciało Rihanny.




Oprócz tych skośnych podziałów, możemy także zauważyć niewielkie odstępy poziome, prawdopodobnie użyte po to aby zachować balans (linie żółte).



Teraz, gdy już wiemy jakie linie na zdjęciu się pojawiają, możemy pomyśleć w jaki sposób się krzyżują i co w ten sposób tworzą. Spójrzmy jeszcze raz na ciało Rihanny i zastanówmy się co się dzieje na zdjęciu.



Możemy z łatwością zauważyć, że kompozycja na tym zdjęciu oparta jest na dwóch trójkątach, które przylegają do siebie tworząc bardzo wyważoną, spójną całość.


W bardzo przemyślany sposób fotograf zagrał na tym zdjęciu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę jeszcze na kolejne trójkąty, które się tutaj pojawiają. Jak wspomniałem na samym początku to co tworzy ciało modelki jest tak samo ważne jak to, ile przestrzeni i miejsca zostawia na zdjęciu. Często ciało zlewa się z tłem i nawet gdy ciało modelki wygląda świetnie, coś na zdjęciu nie jest tak, często chodzi o przestrzenie, o których powinno się pamiętać. Są one potrzebne, aby nasze oko mogło łatwiej rozpoznać znane mu kształty ciała. Zaznaczyłem więc kolejne cztery trójkąty, które w idealny sposób dają naszym oczom chwile wytchnienia.





Jest to bardzo przemyślana fotografia, jednak oparta na bardzo prostej kompozycji znanej już od czasów średniowiecza. Podzielmy jeszcze raz to zdjęcie na kilka podstawowych elementów. Zacznę od złotego podziału (złotego prostokąta). Tak mniej więcej rozkładają się siły na tej fotografii. Linie nie są idealnie w 1/3 ramy obrazu, jednak mimo wszystko widać, że jest zachowany ład na tym zdjęciu.




Gdybyśmy chcieli rozbić to zdjęcie na jeszcze bardziej podstawowe elementy, moglibyśmy po prostu poprowadzić dwie linie, który stworzą nam podstawę kompozycji tego zdjęcia (trójkąty). Linie, które przechodzę ukośnie i krzyżują się w samym środku obrazu, nazywają się liniami diagonalnymi, mówi się więc, że kompozycja jest diagonalna. Zwykle taka kompozycja nadaje zdjęciu dynamiczności, jest niespokojna, częściej wykorzystywana w średniowieczu i baroku, niż w renesansie.



Zobaczmy, kto jeszcze jarał się kompozycją diagonalną.



Pieter Bruegel



Pieter Bruegel




Giotto




Marcin Tyszka fotografując Anję Rubik wykorzystał dokładnie tę samą kompozycję co Pieter Bruegel i Giotto na powyższych przykładach.


Marcin Tyszka



Jest to również bardzo dobry przykład kompozycji diagonalnej. Zauważmy jeszcze jedną rzecz, Marcin Tyszka w sposób godny podziwu zadbał o jeszcze jeden szczegół. Linia, która przecina środek zdjęcia, przecina dokładnie ucho Ani i niemal niezauważenie ociera się o czubek buta modelki. Taki smaczek! Dodatkowo druga stopa nie dotyka ziemi, co współgra z wirującą w powietrzu płachtą po drugiej stronie zdjęcia (za granicą, którą wyznacza linia zielona). Piękne!



I tu możemy znaleźć trójkąty, które dbają o to abyśmy mogli swobodnie wędrować wzrokiem po zdjęciu. Nie są tak wyraźne, bo tutaj kompozycja jest minimalnie mniej oczywista i trochę bardziej skomplikowana.



Gdy spojrzymy jeszcze raz, na zdjęciu możemy już łatwo zauważyć, że rozwiany płaszcz również tworzy ogromny trójkąt. Jest to najważniejsza część kompozycji, tworzy on najsilniejszy punkt diagonalny, a reszta czyli nogi i inne linie płaszcza tylko potwierdzają tą kompozycję. Dzięki temu, zdjęcie jest dynamiczne i pełne ruchu.


Marcin Tyszka


Przechodząc do bardziej skomplikowanych zastosowań takiej kompozycji, możemy tak jak w poprzednich moich notkach odwołać się do geniusza Stevena Meisela. Ten człowiek, nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Świetne zdjęcie Gisele, również oparte na diagonalnych, jednak w o wiele mniej oczywisty sposób. Głównym akcentem jest to co odsłania podwinięta nogawka spodni. Jej prawa noga niemalże zbija linie diagonalne w dół do ziemi i wbija całą postać w ziemię, Gisele wydaję się cięższa. Nie będę już tego rozrysowywał, bo wydaje mi się to zbyt ulotne aby pokazać na liniach. Trzeba się po porstu mocno przyjrzeć. Odkryć gdzie przecinają się linie diagonalne i jak bardzo są słabe w stosunku do linii pionowych.



Steven Meisel


Kolejne zdjęcie dość proste....



Steven Meisel


To już mniej oczywiste...


Steven Meisel


Naprawdę niesamowity przykład tego co można zrobić zaczynająć od kompozycji diagonalnej. Tutaj dla utrudnienia dwie osoby fotografowane. Więcej możliwości, ale również więcej do ogarnięcia. Jak dla mnie mistrzostwo świata. Czapki z głów.





Kolejne zdjęcie z tego samego edytoriala. Na pierwszy rzut oka wydaje się tylko zbitką, kulą osób skotłowanych ze sobą, ale niestety nie jest tak prosto.



Steven Meisel


Jest to jak dla mnie demonicza wręcz zręczność w komponowaniu zdjęcia. Jest w tym coś bardzo nieprzyzwoitego, brudny geniusz! Zacznijmy od podstawowych linii, które kierują tym zdjęciem. Niebieskie linie trzymają wszystko razem, po to żeby się nie rozleciało.



Gdy połączymy zielone i czerwone linie, możemy zauważyć, że powstał duży trójkąt, który jest bazą kompozycji. W środku, którego znajdują się twarze modeli, w tym trójkącie to się dopiero dzieje! Wszystko wiruje i kręciło się dookoła, ale wciąż nie ma bałaganu! Niesamowita kompozycja. Meisel zdecydował się umieścić mały diamencik po to, aby ułatwić naszym oczom wędrówkę (niebieskie linie łączące twarze i oczy modeli). Nogi wystające ni z tego ni z owego zza głowy jednego z modeli zaznaczyłem czerwoną plamą. Nie wiem do końca jak to wytłumaczyć, ale gdyby ich tam nie było, kompozycja wydałaby sie zbyt prosta i ułożona. Porównałbym tą asymetrie do haromonii jazzowej, ktora zbija naturalnie ze soba brzmiace akordy i szuka czegos wiecej. Nogi, które wystają po obu stronach zdjecia są częścią trójkąta, więc nie są asymetryczne tylko łączą się i są równoległe z jego ramionami.




Na koniec zaznaczyłem jeszcze przestrzeń, którą szukają nasze oczy aby odpocząć. Nawet w tak skotłowanym zdjęciu udało mi się odnaleźć ich mnóstwo (Nawet więcej niż na zdjęciu rihanny)! Jak on to zrobił?! Masakra.




Na zkończenie już, chciałbym pokazać jak można wykorzystać brak tych przestrzeni na zdjęciu, a mianowicie jak wykorzystać efekt zlewania się ciała z tłem i fakturą obrazu. Równie genialny Mario Sorrenti.



Mario Sorrenti


Mario Sorrenti


sobota, 18 grudnia 2010

#93 Korespondencja

Dostałem niedawno wiadomość, w którym osoba pytała mnie o zdanie na temat portretu w XXI wieku, miałbym jej pomóc w pracy dyplomowej (moja próżność czytysiące :D). Dlaczego portrety gwiazd urzekają, czym się różnią od zwykłych, jacy fotografowie mnie inspirują, jakie znaczenie ma photoshop itp.

Jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać, bo poruszyłem kilka fundamentalnych kwestii, oto zamieszczam treść mejla. Aczkolwiek może być trochę nudno... nie biorę za to odpowiedzialności! Ale ten zwrot "Pani", taki uroczy, rzadko mam ostatnio okazję żyjąc w londynie zwracać się do kogokolwiek w ten sposób. Może tylko do pani w supermarkecie "Bartek" na Hammersmith, gdy kupuję ptasie mleczko i ruskie pierogi.






1. Portret.

przede wszystkim musi sobie pani zdefiniować czym jest portret. czy zdjęcie na którym nie ma ludzi, może wciąż być portretem? oddaje on przecież emocje i może charakteryzować osobę. czy raczej chce się pani koniecznie skupić na portrecie w którym zawsze występuje postać ludzka (w historii sztuki nazywałoby się to malarstwem figuratywnym, może istnieje coś takiego jak fotografia figuratywna?). jeżeli tylko ludzie, to czy w takim razie twarz jest najważniejsza? jeżeli nie, to co jeszcze jest ważne? jeżeli twarz, to dlaczego? i co na tej twarzy? oczy, usta, nos, grymas, uszy, włosy, rzęsy, faktura skóry, pot, czaszka, mięśnie? portret.

2. photoshop.

nie męczyłbym tego tak bardzo bo to trzeba sobie uświadomić dokładnie i bardzo mocno jedną rzecz. od początku fotografii, jej siła i groźba leżała w tym, że tak dokładnie imituje rzeczywistość. ludzie wierzyli w zdjęcia, bo to przecież rzeczywistość! Susan Sontag napisała cała książkę o związku fotografii z rzeczywistością "o fotografii". problem zaczął się z tym zdjęciem: http://designblog.uniandes.edu.co/blogs/dise2616/files/2008/11/robert-capa.jpg
niech pani sobie przeczyta "małą historię fotografii" waltera benjamina, tam to jest opisane wszystko. nikt nie wie czy to zdjecie to zabity zolnierz czy upozorowana przez roberta capa sytuacja. takze to, ze dzis uzywa sie photoshopa jest tylko manipulacja i ciemnia fotograficzna na ogromną skalę. ja nie widzę różnicy między pomniejszaniem ud modelki i upozorowaniem śmierci. a może nawet różnica jest, tylko pani musi sama na to odpowiedzieć co to za roznica.

fotografia od ZAWSZE nosiła w sobie, jak grzech pierworodny, groźbę że, to co widzimy jest kłamstwem. nigdy nie było wiadomo co jest prawdą, a co nie. 'przerobki roznego rodzaju', jak to pani nazywa, byly od zawsze. podstawowe funkcje w photoshopie odpowiadają temu co mozna zrobic w ciemni fotograficznej.

3. fotografia gwiazd.

fotografia gwiazd, ale gdzie? musi pani zacząć od zroznicowania tego gdzie zdjecie na koncu wyladuje. fotografia gwiazd nie rozni sie niczym od fotografii reklamowej. przede wszystkim musi byc target. gdzie to zdjecie wyladuje, w jakiej gazecie, a na koncu do kogo ta gazeta jest zwrocona? jezeli ma pani wywiad z teri hatcher w gazecie "woman and home" bedzie pani miala zdjecia teri na boso w domu na kanapie z kubkiem kawy i mnostwem swiatla dziennego wpadajacego do pokoju. tery bedzie opowiadac o kryzysie wieku sredniego i jak aktorstwo jej w tym pomoglo. bedzie sie usmiechac, na zdjeciach bedzie miala piekny odcien skory z kilkoma "naturalnymi" zmarszczkami. natomiast jezeli bedzie pani miala demi moore sfotografowana dla, powiedzmy LOVE, przez terryego richardsona, to bedzie ona opowiadac o tym jak zycie z mldoszym partnerem jest pelne wyzwan i szalenstwa, jak to ashton wozi ja na bmxie i ogolnie jest slodko. ona sama bedzie bez makijazu żreć hamburgera. zdjecie bedzie plaskie, niedbałe, dynamiczne i beztroskie - takie jaka jest mlodosc -> czyli target tego magazynu - nawet nie tyle ludzie ktorzy sa mlodzi, ale dla ktorych mlodosc to czesc mody i stan umyslu.

tak wiec nie jest to zalezne od gwiazdy ale o kierunku w ktorym zdjecie bedzie podazac. inna sprawa ma sie z fotografami, oni maja swoj styl, ktory rzadko naginaja.

niech pani sobie przejrzy brytyjskiego voguea w empiku lub internecie. okladka jest nudna jak hubert urbanski, a glowny edytorial probuje byc ekseprymentaly. probuje dosc nieudolnie. dlaczego? okladka sprzeda magazyn milionom brytyjskich kobiet, ktore niekoniecznie sa na czasie z moda, a edytorial musi dorastac do piet takim magazynom jak dazed and confused czy ID (ktore mode popychaja w zupelnie nieznane wczesniej kierunki) aby wciaz nosic miano Vogue'a - najwazniejszego magazynu o modzie blablabla strutututu. niech pani spojrzy na wspolczesne magazyny pod tym katem. a okladka jest najwiecej mowiacym zdjeciem w calym magazynie, jezeli chodzi o wzgledy formalne, target itd.

niech sobie pani podzieli magazyny na te klasyczne i te eksperymentalne. moze pani natrafic na wiele niespodzianek. dlaczego polski playboy jest taki wulgarnie nudny a francuski ma piekne fotografie? dlaczego wloski vogue nie ma nic wspolnego z rosysjkim? mimo ze wszedzie pojawiaja sie ci sami ludzie, te same modelki, te same gwiazdy. to wszystko jest wykreowane, jest zaplanowane. czy portret w takich warunkach moze istniec? mam na mysli portret z definicji w ktorej mowi sie ze ma odzwierciedlac cechy charakterystyczne osoby portretowanej? jaka jest wiec twoja definicja portretu?

a potem niech sobie pani zobaczy jak wygladaja gwiazdy w kampaniach wielkich marek. jak rozna jest kampania marca jacobsa od chanel. i dlaczego tak sie dzieje?

4. fotografowie

w tej chwili fotografie mozna podzielic na emocje.

steven klein - przemoc, agresja
mario testino - szczescie, witalnosc, mlodosc, sztuczny erotyzm
mario sorrenti - mroczny erotyzm, sensualnosc, uwielbienie ciala kobiecego
juergen teller - uwielbienie ciala pelnego wad
steven meisel - narracyjnosc, film, imitacja, malarskość
inez and vinoodh - cialo jako rzeba
corrine day - intymnosc, prywatnosc
nan goldin - terapeutyczna zdolnosc zdjec, intymnosc, seksualnosc, pochwala ciala takim jakie jest
erwin olaf - metafizyczna strona rzeczywistosci, brutalny erotyzm, slabosc
gregory crewdson - smutek
ryan mcginley - mlodosc, taka ktorej sie nigdy nie mialo


niech pani zacznie od tego, ale tych nazwisk sa dziesiatki.

mam nadzieje, ze choc troche pomoglem ;]
pozdrawiam.

środa, 15 grudnia 2010

#92 Erwin Olaf - On Beauty and Fall

Świetny dokument ilustrujący wybory jakich musi dokonać fotograf. Bardzo prawdziwy przekaz, Erwin jest wciąż niezadowolony ze zdjęć (szczególnie z tych komercyjnych, dla Elle czy New York Timesa), nie szczędzi krytycznych uwag i komentarzy. Jest bardzo prawdziwy w tym co robi. Dodatkowo Olaf cierpi na chorobę, która uniemożliwia mu normalnie pracować, czy nawet normalnie żyć - jego płuca działają tylko w 20%. Ten dokument to obraz zmagań fotografa z chorobą, pieniędzmi i fotografią. Ciekawy jest też proces, w którym Erwin Olaf musi 'ustawić' się odpowiednio względem świata rynku sztuki. Tak, 'ustawić', bo sam tego świata do końca nie rozumie i ma do niego ogromny dystans: krytykuje całe to pierdolenie.

Przyjemny i smutny jest moment, w którym widzimy uznanego na całym świecie fotografa, który wciąż zmaga się z podstawowymi problemami bycia fotografem. Wciąż niepewny co nastąpi jutro. Nieważne czy lubimy zdjęcia Olafa, czy nie, ale na pewno musimy mieć do niego ogromny szacunek.



środa, 8 grudnia 2010

#91 Chris Townsend - Rapture: Art's seduction by fashion


Chris Townsend - Rapture: Art's seduction by fashion (ang.)

Paperback: 176 pages
Publisher: Thames & Hudson (December 2002)
Language: English


Bardzo ciekawa książka. Szczególnie dla kogoś komu przechodzą ciarki, gdy słyszy słowa "teoria mody", szczególnie dla kogoś kto w swojej osiedlowej bibliotece może nawiązać kontakt z modą jedynie przez takie wydawnictwo jak "Pani domu". Niestety, jak na razie tylko w języku angielskim.

Dlaczego pocą się ręce modelek, dlaczego ekstaza i zachwyt owładnęły modą? Konsumpcjonizm, ciało, rzeźba, 'must have item' i brak zaspokojenia, dekonstrukcja i performance, a wszystkie te tematy wirujące w świecie sztuki.
Townsend zwraca uwagę na wiele ciekawych aspektów połączenia mody ze sztuką. Niestety, jak w wielu wydawnictwach narodzonych w Wielkiej Brytanii, napisana bardzo sztywnym językiem, jestem jednak pewien, że znajdą się zwolennicy takiego pisania - konkretnego, bez ozdób i niepotrzebnych udziwnień.

środa, 1 grudnia 2010

#90 koniec semestru


fot. Krzysztof Dziamski




Skończyłem pierwszy semestr na uczelni, było mnóstwo do zrobienia, mało czasu na bloga. Wkrótce nowe notki!

wtorek, 26 października 2010

#89 Richard Avedon - Darkness and Light


Piękna opowieść o Avedonie opowiedziana ustami Samego Avedona. Film opowiada historię kilku najważniejszych fotografii w historii wszechświata. Richard mówi o nich, często wciąż niezadowolony z wyniku, opisując co by w nich poprawił.

Ten film przywraca wiarę w fotografię, wiarę w zwycięstwo rzeczywistości i sztuki nad śmiercią. Przywraca wiarę w fotografię, która ma właściwości medytacyjne i kojące. Już nikt nie chce robić tak solidnych i twardych zdjęć, w którym każdy szczegół jest przewidziany. Już nikt nie chce brać na siebie tak dużej odpowiedzialności za kompozycję i światło. Dziś ludzie zdają się skupiać na przypadkowych sytuacjach targanych w pełni namiętnością, a nie choćby odrobiną fotograficznego intelektu.

Dedykowane tym, którym wydaje się, że zostaną zapamiętani, jeśli ktoś zapamięta ich imię. I tym, których imię przepadnie, a którzy osiądą w głębinach naszych pamięci na zawsze.






czwartek, 21 października 2010

#88 Jak się dostać na studia w UK?


Obszerny artykuł o rekrutacji na studia artystyczne w Anglii. Mam nadzieję, że komuś zaoszczędzi to dużo czasu w drodze do spełnienia swoich marzeń! Sam chciałbym przeczytać coś takiego cztery lata temu.

Nie rezygnuj! Wszystko się da, wszystko można!


środa, 20 października 2010

#87 Susan Sontag - O fotografii


Tytuł oryginału: On Photography

Tłum. Sławomir Magala

Liczba stron: 256

Oprawa: twarda

ISBN: 978-83-927366-5-3

Wydawnictwo: Karakter


Susan Sontag opisała coś czego nie chcemy wiedzieć, jej książka jest ostateczna. Wycisnęła z fotografii ostatnią kroplę. Ale coś zdaje się być nie tak. Gdy czytałem „Światło Obrazu” Barthesa, było czuć ogromną miłość do fotografii, Sontag zdaje się nam przez całą książkę mówić, że fotografia to coś zupełnie innego niż wcześniej podejrzewaliśmy.

Zawsze uważałem za skrajnie depresyjne i ciężkie zdjęcia Annie Leibovitz, zawsze wydawały mi się zbyt poważne, naznaczone jakąś traumą i emocjonalnym przekleństwem. Widać więc, dobrały się idealnie. Język Sontag jest bezkompromisowy, autorka po prostu nie traci czasu na wyjaśnienia, kłuje dokładnie te punkty, które sobie obrała za cel. Cały czas zwraca uwagę na to czym fotografia NIE jest, jeżeli mówi czym jest to tylko w kontekście naszej pomyłki. Spróbuj pokochać fotografię po czymś takim. Pozycja obowiązkowa.